małe światy to książka/projekt, który może trwać długo oznaczając kolejne tomiki. W tej chwili szukam wydawnictwa dla pierwszej części. Składa się ona ze 128 krótkich tekstów prozy poetycko-filozoficzno-psychologicznej podzielonych na osiem grup. Są wśród nich takie, które poruszają „wielkie” tematy (droga, czas, piękno, psychogenesis, wolność), wątki psychologiczne (strata, samotność, empatia, czułość), odnoszą się do zdarzeń (wspomnienie, odwiedziny, Holter, zabawa), mitologii (labirynt, Asterion, syreny, Lesmosyne), odnoszą się do innych autorów i postaci (Ibn Chaldun, Y. Mishima, O. Guayasamin , S.Weil), twórczości (wyobraźnia, autor_ka, twórczość, sława) i innych kwestii.
W wersji maksimum do każdego tekstu jest dołączone zdjęcie stanowiące wizualną reprezentację tematu, w wersji minimum osiem zdjęć oddzielających każdą grupę tekstów. Zdjęcia robiłem w różnych miejscach na świecie.
Bardzo lubię małe światy, nazwałbym je „przemyślany zapis chwil”. Czasem wzruszają, pozwalają na eksperymenty formalne, mam nadzieję, że dają wielowarstwową perspektywę na dany temat. Coraz bardziej lubię krótką formę. Jest jeszcze jeden powód do zadowolenia, ponieważ małe światy to proza poetycka, mam nadzieję, że jak znajdę wydawnictwo, to redakcja nie będzie ingerowała w mój typ narracji i stylistyki.
Holter
– Zastanawiam się dlaczego bezustannie muszę się wpatrywać w ten kawałek papieru, czy szukam w dziwnych liniach nieznanego języka jakiejś tajemnej informacji, której na razie nie jestem jeszcze w stanie zrozumieć? A może całe moje uczucie do niego jest zawarte w tym jednym straszliwym grymasie zapisu na wykresie?
Czasem myślę też, że mam przed sobą jedyną prawdziwą i wiarygodną wersję tego, co do niego czułam. Dzięki temu nie będę mogła nigdy o nim zapomnieć.
Mam przed sobą wymierny zapis chwili, gdy dowiedziałam się, że nie żyjesz.
Żałuję, że zapewne nie będę miała innych.
Choć może właśnie taka załamana dziwna linia widoczna na wszystkich moich wykresach pokazuje śmierci innych, nieznanych mi osób?
Kruchość
Samoistna, samotna bez pary, nie zaprzecza twardości czy odporności, podobnie jak elastyczność nie musi oznaczać miękkości czy poddania. Jej pęknięcia nie zawsze wynikają ze zwiększania napięcia, szarpnięcie czy rozrywanie jest przyspieszoną wersją erozji, która siłę zastępuje czasem. Niekiedy zwykłe ciepło staje się elementem dezintegracji.
Nie musi być delikatna, jej rozpad bardziej przypomina przecięcie. Czasem odpowiada za niego struktura kryształu.
Nie ma bezpiecznego materiału dla ludzkiej psychiki, choć niektórzy uważają kruchość za konieczny warunek piękna.
Cisza
Nie można jej doświadczyć, bo jest czymś zupełnie innym niż milczenie, brak słów czy dźwięków, napięta przestrzeń pomiędzy liniami na białej kartce. Dlatego też stanowi wygodny obiekt wszelkich marzeń o uldze i spokoju, a także projekcji i złudnych remediów mających prowadzić do zbawiania człowieka czy świata.
Oraz poezji, która karmi się tęsknotą i niemożnością wyobrazowania.
Może też dlatego, że konceptualnie oddaje wszechświat przed Wielkim Wybuchem.
Nie mieści się w dualnej metaforze cieni w jaskini, jej zaistnienie wymaga braku podmiotu, który by jej doznawał czy określał. „Nie ma Albertyny” jest nieco lepszym opisem od „Albertyna odeszła”, „Albertyny nigdy nie było” czy nawet „Wyobrażenie Albertyny nigdy nie istniało”, jednak jest ona cały czas punktem odniesienia.
Cisza dla nas przyjdzie po nas.