Powszechna historia dziobaka

Główne postacie:

Dziobak (Ornithorhynchus anatinus) – ssak o wielu nietypowych cechach pozwalających myśleć o nim jako o płazie, rybie, ssaku, a nawet ptaku. Pojawia się na scenie w 1798 roku.

Uczeni angielscy:

George Shaw, zm. 1813 r. – biolog; Everard Home zm. 1832 r. – anatom i chirurg; Richard Owen, zm. 1892 r. – biolog i anatom; George Bennett, zm. 1893 r. – lekarz i przyrodnik.

Uczeni francuscy:

Jean-Baptiste de Lamarck, zm. 1829 r. – przyrodnik; Étienne Geoffroy Saint-Hillaire, zm. 1844 r. – protoewolucjonista; Henri Marie Ducrotay de Blainville, zm. 1850 r.– zoolog i anatom.

Uczeni niemieccy:

Johann Karl Wilhelm Illiger, zm. 1813 r.– entomolog i zoolog; Johann Friedrich Meckel, zm. 1833 r. – anatom; Johann Friedrich Blumenbach, zm.1840 r. – fizjolog i antropolog.

W 1798 roku pewien przyrodnik o nazwisku Dobson wysłał do British Museum wypchane zwierzę nazywane zrazu watermole (wodny kret), duck-mole (kretokaczka) lub duckbilled platypus (kaczkodzioby dziobak). W rok później zbadano je w Anglii, a społeczność przyrodników oniemiała do tego stopnia, że wręcz zostało uznane za żart taksydermisty. Było ono bowiem rozmiarów kreta, miało małe oczy, a na przednich łapach pazury i błonę większą niż błona łącząca pazury tylnych łap. Połączenie ogona przypominającego bobrowy z dziobem kaczki budziło zabawne skojarzenia. Pływało, wiosłując łapami, którymi także wygrzebywało sobie norę, gdzie składało jaja. Rozgorzała wielka dyskusja, która trwała osiemdziesiąt sześć lat, jak należy zaklasyfikować to zwierzę.
Debata trwała nie tylko bardzo długo, ale wzbudzała również ogromne emocje, a jej wpływ na różne wydarzenia zarówno w dziejach tego okresu jak i później był tak ogromny, że nikt chyba nie był w stanie tego przewidzieć.

***

Londyn

Musimy przyznać, że badanie wypchanego zwierzęcia wzbudziło nasze niesłychane zdumienie i dezorientację. Mogliśmy badać jedynie skórę zwierzęcia, które nazwaliśmy Platypus anatinus, nie mając dostępu do narządów wewnętrznych. Jego wygląd zadziwia – początkowo sądziliśmy, że kaczy dziób został doczepiony do głowy czworonoga, z tego typu przypadkami mieliśmy już do czynienia wcześniej w wypadku „doposażania” małpy w rybi ogon przez chińskich taksydermistów. Powszechnie znana jest słynna opinia Buffona, że wszystko, co przyroda może stworzyć, zostało już stworzone, stąd moja początkowa refleksja, że takie zwierzę po prostu nie istnieje, jednak potem nie znaleźliśmy żadnych śladów oszustwa, co potwierdzają dwa nowe egzemplarze przysłane do Anglii.

Zwierzę, którego nie odważylibyśmy się nazwać czworonogiem jest prawdopodobnie przystosowane do życia w wodzie i żywi się roślinnością i zwierzyną wodną, choć w pysku nie odnaleźliśmy zębów ani języka. Przychylalibyśmy się do opinii, że mamy do czynienia ze zwierzęciem o troistej naturze ryby, ptaka i czworonoga.

Berlin

Sprawa jest na razie trudna do rozstrzygnięcia ze względu na brak wystarczających danych, a jak wiadomo, nie wolno sprawy upraszczać, jeśli można ją skomplikować. W tej chwili chcielibyśmy podzielić się ważną wiadomością z ostatniej chwili. Niekwestionowany autorytet w dziedzinie filozofii, niemiecki geniusz Immanuel Kant, przed samą śmiercią miał okazję zapoznać się ze sprawą dziobaka i obejrzeć wypchany eksponat. Po głębokim namyśle stwierdził, że owo zwierzę nie przedstawia sobą nieudanej próby przyrody, lecz jest przykładem adaptacji środowiskowej, która pozwoliła mu przetrwać w otoczeniu wodnym. Natomiast jeśli chodzi o taksonomię, jego opinia była całkowicie jednoznaczna – to zwierzę jest czymś pomiędzy gadem a ssakiem.

Paryż

Szanujemy opinię naszych kolegów z Berlina, jednak co do autorytetu Immanuela Kanta – mamy nieco odmienne zdanie. Po pierwsze był on niezwykle konserwatywnym i arystokratycznym filozofem oderwanym od spraw społecznych, a poza tym w ostatnim okresie życia (a może nie tylko?) zdradzał bardzo wyraźne przejawy starczej demencji, co całkowicie podważa wiarygodność jego opinii. Mamy również zupełnie odmienne zdanie co do metodologii badań; jest dla nas jasne, że jeśli można coś uprościć, po co to komplikować?

Jesteśmy również zdumieni brakiem kompetencji i wiedzy naszych angielskich kolegów. Każde zwierzę musi zostać jakoś zaklasyfikowane i pomysł, żeby tego nie robić, wydaje się kompletnie absurdalny i świadczy tylko o poziomie wiedzy w tym kraju. Francuska nauka odnosi się do tego w sposób jednoznaczny: dla dziobaka utworzyliśmy specjalną kategorię Monotremata („z jednym wylotem”) i jesteśmy pewni, że jest to zwierzę jajorodne. W związku z tym jasne jest, że nie może ono być ssakiem, nie ma bowiem gruczołów mlecznych. Nie może być również ptakiem, z powodu braku skrzydeł, ani też gadem, gdyż mają one czterokomorowe serce.

Getynga

Z przykrością musimy stwierdzić, że francuska nauka niestety przeżywa od dawna ogromny kryzys, co potwierdza stek bzdur w podejściu ich naukowców do kwestii dziobaka. Na propozycję nowej kategorii tzw. Monotremata możemy tylko powiedzieć, że chyba sami jesteście z „jednym wylotem”. Nasze pierwotne przekonanie, że mamy do czynienia z czymś pomiędzy gadem a ssakiem, okazało się w gruncie rzeczy słuszne. Nazwa Ornithorhynchus paradoxus, a potem Ornithorhynchus anatinus („o ptasim pysku jak u kaczki”) dużo lepiej oddawały istotę problemu. Ostatnio nasz słynny anatom Johann Friedrich Meckel w sposób niepodważalny odkrył gruczoły mlekowe u dziobaka, co jasno dowodzi, że mamy do czynienia ze ssakiem. Nasi niedouczeni francuscy koledzy nie pomyśleli, że gruczołów tych nie widać, gdyż powiększają się jedynie w czasie laktacji, a potem się po prostu kurczą.

Londyn

Trudno jest słuchać amatorskich i dyletanckich wywodów pseudouczonych z Berlina i Paryża. Królewska Akademia od początku zajmowała stanowisko, i tu częściowo możemy się zgodzić z początkowymi ocenami naszych niemieckich kolegów, że dziobaka nie należy określać sposobami istniejących klasyfikacji, lecz trzeba się zadowolić opisem wydobywającym morfologiczne cechy tego zwierzęcia o troistej naturze ryby, ptaka i czworonoga. Każde inne podejście, szczególnie zaś tworzenie nowych „kategorii”, stanowi jedynie dowód bezradności uczonych danego kraju. Pamiętajcie, dyletanci, o zasadzie brzytwy Ockhama: „Nie należy tworzyć bytów ponad potrzebę”. Jeśli zaś chodzi o kwestie reprodukcji, to nadmiar spożycia jajek rzucił się chyba Francuzom na głowę, gdyż dziobaki są ewidentnie żyworodne.

Paryż

Tak zwana Wielka Brytania jest najwyraźniej „małą brytanią”, przynajmniej jeśli chodzi o wielkość umysłu, a wkrótce zapewne odniesie się to do innych kwestii. Im i kolegom z Berlina odwiedzającym chyba częściej burdele niż biblioteki możemy tylko jasno oznajmić: Nasza bitwa o jaja została wygrana! Tak! I nie będzie to ostatnia bitwa, którą z wami wygramy. Mamy jednoznaczne dowody w postaci rysunków oraz wypowiedzi wodza Cookoogonga, naczelnika plemienia Boorah-Boorah, że dziobak znosi jaja. Istnieje również świadectwo porucznika Maula, który otworzył norki dziobaków i znalazł tam skorupki jajek.

Kwestia odkrycia rzekomych gruczołów mlecznych jest jeszcze jednym dowodem na genetyczny kretynizm pruskich profesorów. Ciekawe, jak sobie wyobrażacie ssanie tych gruczołów, które nie mają sutków, przy użyciu dziobu dziobaka? Spróbujcie podłączyć kaczkę do cycków waszych Frauen i zobaczycie, jaki będzie efekt. Gruczoły, które rzekomo odkryliście, są po prostu, gruczołami bocznymi wydzielającymi substancję wabiącą w okresie godowym.

Berlin

Nie będziemy odnosić się do argumentów skretyniałych żabojadów, bo szkoda byłoby naszego czasu. Wsadźcie sobie dziób dziobaka w dupę, czy nie przyszło wam do waszych zdegenerowanych syfilisem mózgów, że mleko może być po prostu zlizywane z brzucha matki? Jeśli zaś chodzi o doniesienia od wodza Cookoogonga, to ten powszechnie znany alkoholik nie byłby w stanie odróżnić jaja od waszej zasranej dupy, nie mówiąc już, że nie zna żadnego języka poza swoim bełkotliwym dialektem. I odpieprzcie się od cycków naszych kobiet, damy wam jeszcze popalić w nadchodzących bataliach.

Londyn

Bitwę o jaja to może wygraliście, ale chyba o swoje, jeżeli je w ogóle posiadacie. Ostatnie doniesienia z Australii wyraźnie dowodzą, że jaj nie ma i nie było, podobnie jak i u was. Rzekome jaja, o których piszecie, zostały po prostu podrzucone, ich rozmiar zupełnie nie pasuje do dziobaka i jednoznacznie wskazuje, że były to jaja żółwia Chelodina longicollis. Rozumiemy, że uznaliście to za dowód, bo zapewne sami chcielibyście mieć tak duże jaja!

Przegląd prasy („The Times”, „Vossische Zeitung”, „La Gazette de France”)

Na pierwszym Kongresie Naukowym dotyczącym nowoodkrytego dziobaka doszło do gorszących scen pomiędzy uczonymi z Niemiec i Francji. Profesor B. z Getyngi po krótkiej wymianie inwektyw z profesorem L. z Paryża złapał wypchanego dziobaka i zdzielił nim kilkakrotnie Francuza po głowie, niemal całkowicie niszcząc cenny eksponat. W kuluarach doszło do potyczki na pięści pomiędzy znanym angielskim anatomem, profesorem H. a profesorem S-H. z Paryża, zakończonej nokautującym ciosem dla Anglika. Wmieszał się w to wszystko również profesor M. z Halle, łamiąc swoją laskę na głowie Francuza oraz sprawnie operując wyciągniętym z torby bykowcem. Sesja plenarna musiała zostać przerwana, gdy podczas wystąpienia profesora B. z Paryża, dowodzącego jajorodności dziobaka, on i cała delegacja francuska zostali obrzuceni jajami (kurzymi).

Wszyscy uczeni ochoczo zadeklarowali udział w kolejnym kongresie przewidzianym na przyszły rok, zapowiadając wzmocnienie delegacji poprzez włączenie zawodników z drużyn bokserskich oraz przygotowanie jeszcze silniejszych argumentów wspierających ich punkt widzenia.

Na pograniczu francusko-pruskim obserwujemy od jakiegoś czasu nasilone działania mieszkańców kilku wsi po obu stronach granicy. Ludność po stronie francuskiej wywiesza sztandary z napisami: „Dziobaki są JAJORODNE!”, podczas gdy ludność pruska na swoich domach maluje hasła w rodzaju: „Ssaki, ssaki są dziobaki!” Mają miejsce akty wandalizmu i grabieży, podpalane są kolejne wioski, ostatnio znaleziono zwłoki kilku pruskich i francuskich chłopów, którzy pozabijali się widłami, krzycząc: „A masz ty, posrańcu, za swojego dziobaka!”. Planowane jest wprowadzenie stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym.

W Getyndze zmarł profesor B., jeden z głównych antagonistów debaty na temat dziobaka, podobno dostał zawału serca w reakcji na nieprawdziwą wiadomość o rzekomym odkryciu dziobaka nadrzewnego na Tajwanie.

W związku z nierozstrzygniętą sprawą dziobaka i karygodnie fałszywymi informacjami na ten temat rozpowszechnianymi przez stronę francuską, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii wprowadziło całkowite embargo na wwóz jaj z Francji. Retorsją ze strony Francji jest zakaz importu futer i kaczek z Wielkiej Brytanii. Planowane są dalsze działania oraz sankcje gospodarcze mające na celu zmuszenie strony przeciwnej do odstąpienia od swojego stanowiska w kwestii dziobaków.

Doniesienia z pól bitewnych

Nasz korespondent donosi, że bitwy pod Jeną i Auerstadt zostały przegrane przez Niemców ze względu na to, że narada wojenna niemieckich generałów, zamiast skupić się na strategii bitewnej, przerodziła się w ostrą dyskusję na temat ostatnich rewelacyjnych doniesień dotyczących dziobaka przedstawionych przez szwedzkich naukowców.

Premier brytyjski zaapelował do gospodyń domowych o wyprodukowanie dla brytyjskich żołnierzy na froncie francuskim jak największej liczby maskotek wyobrażających dziobaka. Miałyby się nazywać pieszczotliwie „Dziobaczek”; hasło brzmiałoby: „Twardym dziobem we Francuza”, co miałoby podnieść morale armii.

Bitwa pod Waterloo kończy wojny z Francją. Francuzi rozpowszechniają informację, że bitwa została przegrana wyłącznie z tego powodu, że osobisty dziobak cesarza Napoleona zmarł w noc poprzedzająca bitwę, co sprawiło, że cesarz był rano kompletnie nieprzytomny z bólu po stracie ulubionego pupila. W ramach żartu brytyjski minister spraw zagranicznych Robert Stewart Castlereagh przesłał Napoleonowi na statek wiozący go na zesłanie na Wyspę Świętej Heleny młodego dziobaka. Francuska prasa uznała to za obelgę nie do wybaczenia i domaga się dymisji ministra.

Zakończył się Kongres Wiedeński, ustalenia polityczne nie są aż tak ważne, by się nimi zajmować, natomiast oczy całego świata były zwrócone na specjalną komisję powołaną do rozwiązania kwestii dziobaka. Niestety komisja nie doszła do porozumienia w tej fundamentalnej sprawie, zapewne jak zwykle z powodu matactw Talleyranda.

Według niepotwierdzonych informacji domy publiczne w Paryżu wystąpiły ze skandaliczną ofertą. Proponują podobno słono kosztującą usługę „seks à la dziobak”. Towarzystwo Miłośników Dziobaka zorganizowało protesty w tej sprawie.

Zanotowano istnienie wielu grup i stowarzyszeń uznających dziobaka za najlepszy dowód na istnienie Boga oraz fundamentalistycznych sekt uważających dziobaka za najwyższą formę ssaków, które dogłębnie zastanawiają się, jak mógł on pod koniec potopu dotrzeć z góry Ararat na równiny Australii.

Pisaliśmy niedawno, jak bardzo dziwi nas brak stanowiska Cesarstwa Habsburgów w sprawie dziobaka. Ostatnio w ekskluzywnych restauracjach Wiednia pojawiło się nowe danie: schnitzel z dziobaka. Wygląda jak zwykły wiener schnitzel, ale zastanawia nas, czy jajko na górze nie sugeruje politycznego przesuwania się Habsburgów w stronę Francji. Prasa brytyjska uważa nowy schnitzel za niesmaczny żart, a Anglicy odwiedzający restauracje ostentacyjnie zostawiają jajko na talerzu.

W opublikowanej ostatnio książce generała von Clausewitza O wojnie znalazły się cztery rozdziały poświęcone rewolucyjnej strategii dziobaka podczas prowadzenia bitwy. Żona generała udostępniła to dzieło po jego śmierci i udzieliła wywiadu, w którym twierdzi, że mąż dopisał te fragmenty w ostatnim roku życia i tylko jego śmierć z powodu cholery przerwała dalsze prace związane z rozwinięciem tych niezwykle ważnych koncepcji strategicznych.

Nasz korespondent donosi, że ostatnio w Sydney odbyła się duża manifestacja pod hasłem: „Nikt nam nie zabierze płaza Dziobaka”. Z kolei chińscy naukowcy dowodzą, że już we wczesnych pismach Konfucjusz używa dziobaka jako metafory dla junzi, człowieka szlachetnego. Natomiast buddyści wskazują, że w dżatakach i awadanach istnieje wiele odniesień wiążących dziobaka z zasadami Dharmy.

Hiszpanie nie chcą być gorsi! Powstają u nich również wartościowe pozycje książkowe dotyczące wiadomej kwestii. Ostatnio na przykład ukazała się ważna praca Symbolika dziobaka w „Don Kichocie” Miguela Cervantesa oraz humorystyczna powieść Szybki Lopez a dziobak.

Pierre Janet, francuski lekarz neurolog i psycholog, który zwrócił uwagę na istnienie elementów nieświadomych w psychice człowieka, przeprowadził ostatnio szereg eksperymentów ze swoimi histerycznymi pacjentkami w stanie hipnozy, odkrywając znacząca rolę postaci dziobaka w powstawaniu histerii. Planuje dalsze badania dotyczące wykorzystania tego faktu w leczeniu pamięci pourazowej.

Z kolei Królewski Instytut Badań Rozwoju Dziecka w Londynie odkrył ostatnio niezwykle interesującą fazę rozwojową, którą nazwano „fazą dziobaczą”. Z racji na ewentualne powiązania tej fazy z dziecięcą seksualnością rząd brytyjski wycofał na razie dalsze subsydiowanie badań.

Sekta Piąty Jeździec Apokalipsy, radykalny odłam Adwentystów Dnia Siódmego, przedstawia biblijne dowody, że pojawienie się dziobaka zwiastuje bliskie ponowne przyjście Chrystusa oraz zagładę świata. Pani Ellen G. White zdementowała swoje ewentualne powiązania z tym ruchem.

Na inauguracyjnym pokazie pierwszego domu mody otwartego przez Charles’a Frederica Worth’a zaprezentowano rewolucyjny model kobiecego kapelusza w wersji Platypus, z charakterystycznym dziobem z przodu i ogonem z tyłu. Doszło do bójki z powodu zbyt małej liczby dostępnych egzemplarzy, a zamówienia są przyjmowane na dwa lata naprzód.

Powstają nowe rozprawy naukowe dotyczące dziobaka. Pewien Polak napisał liczącą osiemset stron pracę doktorską pod tytułem: Jak dziobak pomógł nam wybić się na niepodległość. We Francji powstała dysertacja dotycząca życia seksualnego dziobaka, a w Prusach powstaje monumentalne kilkunastotomowe dzieło: Zasięg dziobaka we wczesnym paleolicie.

Jedenasty grudnia ustanowiono Międzynarodowym Dniem Dziobaka, a Cesarstwo Japonii rozważa podobno zastąpienie swojego najwyższego odznaczenia – Orderu Chryzantemy – Orderem Kulawego Dziobaka. Historycy zachodni piszą już prace o decydującym wpływie dziobaka na wydarzenia związane z restauracją Meiji.

Czy to już koniec dyskursu o dziobaku? Jak donosi nasz korespondent, W.H. Caldwell, który wyjechał na badania terenowe do Australii, wysłał słynny już telegram do Uniwersytetu w Sydney (Monotremates oviparous, ovum meroblastic – Monotremata jajorodne, segmentacja jaja częściowa) i rozstrzygnął spór ciągnący się od osiemdziesięciu sześciu lat. Reakcja uczonych z Niemiec, Francji i Anglii była po raz pierwszy całkowicie zgodna: „Idiota”.

Ukryty powrót dziobaka. Pierwszym laureatem literackiej Nagrody Nobla został Sully Prudhomme. Przepadła niestety zgłoszona przez Anglików znakomita książka Herberta George’a Wellsa Oświecenie dziobaków. Prasa brytyjska upatruje w decyzji komitetu wpływu antydziobaczych lobby w Sztokholmie, wspieranych finansowo przez Akademię Francuską. Po raz kolejny w ostatnich latach pojawiło się duże napięcie między tymi państwami. 

We wczesnych pismach C.G. Junga odkryto ostatnio szczegółowo opracowaną koncepcję Archetypu Dziobaka, który miałby być bardziej rozwiniętą formą Archetypu Jaźni. Autor wypiera się, twierdząc, że padł ofiarą manipulacji dra S. Freuda.

Niedawno, będąc w pewnym małym mieście, odwiedziłem miejski szalet. Na ścianie kabiny ktoś wydrapał napis: „Dziobak jeszcze wam pokaże!”.