Na początek metafora. Załóżmy, że chcesz dowiedzieć się czegoś o wydarzeniach z IV wieku i czytasz różne kroniki na ten temat. Informacje, które dostajesz są czasem podobne, ale w niektórych kwestiach mogą być od siebie bardzo różne, co sprawia zasadniczy kłopot, bo nie wiesz komu uwierzyć. Pewną pomocą może być krytyczna analiza tekstu, zadanie sobie wielu pytań w rodzaju: z jakich źródeł i kiedy autor kroniki czerpał swoją wiedzę?, kim był?, dla kogo pisał?, z jakiej perspektywy pisał?, co uwypuklał, a co marginalizował?, czy tekst jest spójny?, oraz wiele innych sprawdzających wiarygodność autora i jego zapisu.

Oczywiście finalnie, nawet po najbardziej krytycznej analizie wszystkich kronik nie będzie w stanie odpowiedzieć sobie co się rzeczywiście działo w tym IV wieku, ale zapewne będziesz trochę bliżej tego celu.

To samo odnosi się do teorii psychoterapeutycznych i poznania człowieka. Wielość podejść, rozumienia psychiki i sposobów postępowania terapeutycznego sprawia, że możemy po prostu wybrać jakieś podejście „na wiarę” lub „intuicję”, co wiąże się ze znacznym prawdopodobieństwem błędu albo też możemy zastosować analogiczne podejście do opisanego powyżej, co nieco po prawdopodobieństwo zmniejsza. Trzeba jednak pamiętać, że tak w żadnym wypadku nie będziemy mogli powiedzieć, że wybrane w ten sposób podejście jest ostateczną odpowiedzią. Co oczywiście przypomina nam Odo Marquand: „Prawda jest najbardziej udanym błędem”, M.-L. von Franz: „Postęp na nauce oznacza zastąpienie prymitywnych projekcji przez bardziej skomplikowane”, R. Feynman: „Nauka nie mówi nam, co jest prawdą, lecz co w danej chwili wiemy z określoną dozą prawdopodobieństwa” i wielu_e podobnych podejść.

 

Piszę na razie o krytycznej analizie tekstu lub teorii psychoterapeutycznej z punktu widzenia osoby próbującej wybrać coś dla siebie, jednak oczekiwałbym, żeby każdy psychoterapeuta_tka nawet już po wybraniu swojej metody był_a zdolna do krytycznego namysłu nad nią w każdym momencie i w kontekście dopływu nowych danych ze swojej pracy oraz doświadczeń innych terapeutów_tek. Bowiem tylko to jest w stanie uchronić osoby uprawiające terapię przed ostrzeżeniem, które kiedyś sformułował Abraham Maslow: „Niektórzy terapeuci popełniają przez wiele lat te same błędy, by potem nazwać je bogatym doświadczeniem klinicznym.”

 

Warto w swojej krytycznej analizie danej teorii psychoterapeutycznej zadać sobie pytanie o filozoficzne podstawy, na których się opiera. Mam tu na myśli przyjętą teorię poznania, to znaczy odpowiedź na pytanie w jaki sposób dokonuje się poznanie, na ile jest ono w ogóle możliwe oraz niebezpieczeństwa związane z danym podejściem. Warto też odnieść i porównać analizowaną teorię z koncepcjami człowieka i odpowiedziami na ten temat zawartymi w różnych dziedzinach: antropologii, antropologii filozoficznej, socjologii, psychologii społecznej, neuronaukach itp.

Trzeba też pamiętać, że żadna teoria psychoterapeutyczna nie będzie w stanie wypełnić wszystkich warunków koniecznych do nazwania jej nauką, warto jednak próbować spełnić przynajmniej niektóre z nich. Oznacza to, że jeśli teoria psychoterapeutyczna nie może być nauką, to może być filozofią lub literaturą.

Najgorszym wariantem (i niestety dość często spotykanym) jest, że teorie psychoterapeutyczne (lub ich elementy) powstają jako kiepska literatura czyli jako „radosna twórczość”. Mam tu na myśli sytuację, gdy dane podejście lub jego elementy powstają w głównie w oparciu o doświadczenia terapeutyczne jednej bądź kilku osób zajmujących się terapią.

Wiąże się to często z „mitem założycielskim” danej koncepcji. U podstaw prawie każdej teorii psychoterapeutycznej odnajdujemy coś w stylu:

„X (twórca_czyni danego podejścia) w pewnym momencie swojej pracy terapeutycznej odkrył_a, że …” i tu dowolna myśl na temat ważności jakiegoś aspektu czegoś w odniesieniu do psychoterapii.

Tego typu anegdoty są potem do znudzenia powtarzane przez uczniów_ennice i kontynuatorów_ki, co ma na celu zobiektywizowanie i uprawomocnienie danej kwestii, uczynienie „prawdy” z opinii wyrażonej przez twórcę_czynię koncepcji.

Przy okazji nasuwa się, że słowo „anegdota” pochodzi z greki i oznacza z grubsza „nieopublikowane”, a czasem (n.p. w wypadku krótkiego dzieła Prokopiusza z Cezarei) jest tłumaczone jako „Historia sekretna”.

Otóż tego rodzaju anegdoty związane z mitem założycielskim danej teorii są rzeczywiście taką historią sekretną, czymś „nieopublikowanym”, co pokazuje ukryte założenia i aksjomaty (będące w swej istocie jedynie opiniami), na których opiera się konstrukcja danej koncepcji.

 

Szkolenie w psychoterapii (lub egzamin certyfikacyjny) powinno zawierać element „antyszkolenia” w danej metodzie tzn. adepci_tki przy pisaniu case study i wyznaczaniu kierunku pracy z klientem_tką (co oznacza pracę w danej metodzie uczonej przez określoną szkołę) powinni być również zdolni do napisania alternatywnego kierunku pracy przy innej perspektywy niż ta wynikająca z metody, w której pracują.

Najlepiej żeby „alternatywna” perspektywa była odwrotna do tej, którą prezentuje „ich” metoda.
Albo też po prostu, żeby byli zdolni do krytyki „swojej” metody wykazując jej braki lub elementy które ignoruje/marginalizuje.