Literatura a psychologia

Sándor Márai w swoich Dziennikach wyraził radykalny pogląd, że literatura nie zawdzięcza nic psychologii, a psychologia literaturze – bardzo wiele. Podparł to stwierdzenie prostym argumentem/skrótem myślowym: Sofokles żył długo przed Freudem.
Jak każdy radykalny pogląd, takie podejście należy traktować bardziej jako bon mot lub wyraz pewnej ideologii niż głębszego namysłu, może on być jednak dobrym punktem wyjścia do chwili refleksji. W tym krótkim tekście skupię się na dwóch zagadnieniach: podziale literatury oraz na jej projekcyjności.

Przede wszystkim jeśli mówimy o literaturze to możemy wyróżnić różne jej gatunki czy rodzaje. Takich klasyfikacji opartych na różnych kryteriach może być bardzo wiele, na potrzeby tego tekstu chciałbym zaproponować podział na trzy rodzaje literatury w zależności od tego na czym się ona koncentruje.

1. Literatura skoncentrowana na autorze. Gatunek coraz bardziej popularny, motto: „Pawie są piękne”, ale nie będę się nim specjalnie zajmował, bo stanowi on bardziej przedmiot PR-u, marketingu czy autopromocji. Nie mam tutaj na myśli tylko literatury pisanej przez celebrytów o sobie samych, chodzi o teksty, w których ego autora_ki „rozpycha się” w większości tego, co jest pisane.

2. Literatura skoncentrowana na problemie. To obszar myśli, oglądania danego problemu od różnych stron, stawiania bardziej pytań niż szukanie odpowiedzi. Problemy mogą być bardzo różne, na przykład: Czy koty to dranie? Albo: Czy możliwa jest miłość świnki morskiej do chomika?

Przedstawiany problem w tym typie literatury jest podstawową osią, wokół której wszystko się kręci.

Warto przypomnieć ważną refleksję Wallace’a Stevens’a, pisał on, że nie zawsze jest łatwo odkryć różnicę między myślą a wyglądaniem przez okno. Sądzę, że możemy tę uwagę uznać za podpodział literatury skoncentrowanej na problemie, choć uważam, że to rozróżnienie jest dość łatwe do zauważenia. „Myśl” oznaczałby tu skupienie się na konstrukcji i zestawieniu elementów tekstu, podczas gdy „wyglądaniem przez okno” byłby bardziej opis, przedstawianie historii opowiadających o problemie. No i niestety, coraz częściej w literaturze obserwujemy „wyglądanie przez okno” kosztem „myśli”.

3. Literatura skoncentrowana na czytelniku_czce. Carl Rogers, bardzo ważna postać w XXwiecznej psychologii i psychoterapii jest twórcą psychoterapii skoncentrowanej na kliencie/osobie, literatura, która byłaby odpowiednikiem tej koncepcji ma za zadanie skupiać się głównie na czytelniku_czce, co bardzo zbliża ją do oddziaływania terapeutycznego. Literatura oczywiście nie może aspirować do bycia psychoterapią, nie ma do tego narzędzi, a adresat jest nieokreślony, może natomiast oddziaływać terapeutycznie. W jaki sposób? Dotykamy tutaj drugiego, bardzo ważnego wyznacznika literatury – jej projekcyjności.

Co to znaczy, że literatura jest projekcyjna? W psychologii mechanizm projekcji oznacza rzutowanie własnych wewnętrznych aspektów, na przykład emocji, myśli czy cech na obiekty zewnętrzne. Projekcja jest mechanizmem obronnym, zwykle ma za zadanie chronić nas przed uświadomieniem sobie niezgodnych z tożsamością części siebie, jednak w pewnych okolicznościach może stać się wspaniałą drogą do samopoznania. W diagnostyce osobowości używało się kiedyś w większym stopniu niż obecnie testów projekcyjnych. Był na przykład taki prosty test projekcyjny, Test Apercepcji Tematycznej Murray’a, gdzie przedstawiało się pacjentowi obrazy, na których widać było jakąś niejednoznacznie ujętą sytuację, na przykład dwoje ludzi stojących koło siebie, i proszono, by opowiedział on historię, która się na tym obrazku wydarza. Oczywiście pacjent tworzył opowieść rzutując na nią siebie samego.
Bardziej skomplikowane były inne testy projekcyjne, na przykład Wartegga czy Rorschacha, ten ostatni, znany bardziej jako test plam atramentowych cieszył się kiedyś dużym powodzeniem, jednak był chyba zbyt skomplikowany w interpretacji, a w czasach, gdy bardziej zaczęła się liczyć prostota i szybkość działania, musiał wypaść z koszyka narzędzi diagnostycznych.
Pacjent nie dostawał tam obrazów z ludźmi jako materiału projekcyjnego, w teście Rorschacha były to różne symetryczne plamy atramentowe, głównie czarno-białe, ale też kolorowe, proszono go, żeby opisał co „widzi” na tablicy z daną plamą. W ten sposób projekcja była bardziej skomplikowana, ale sięgała do głębszych warstw nieświadomości.

Wracamy do literatury. Dlaczego musi być ona projekcyjna? Jeśli ma być skoncentrowana na czytelniku_czce, to z konieczności musi mu_jej dostarczać dobrego materiału, na który może wyprojektować siebie, inaczej nie spełniłaby swojego zadania. Czytelnik, który z zasady jest zainteresowany głównie sobą, ma w trakcie czytania tworzyć w umyśle własny tekst, projekcyjnie dobierając do niego elementy, które są dla niego psychologicznie istotne. Sądzę, że dzieje się tak prawie zawsze w wypadku dowolnej lektury, czytelnik skupia się na takich właśnie elementach, to one zaczynają w nim_niej wibrować i sprawiają, w zależności od ich ważności, że zostają w nim na dłużej, a książka staje się dla niego/niej istotna. Łatwo to zauważyć, obserwując dwoje ludzi rozmawiających o tej samej książce – skupiają się na różnych jej wątkach akcentując rozmaite elementy.
Literatura musi być projekcyjna, bo jej istotą jest tworzenie obrazów, a w obrębie danego obrazu, jeśli jest on dostatecznie skomplikowany i bogaty, uwaga różnych ludzi skupia się na czymś trochę lub zupełnie innym, bo projektujemy na niego różne własne części.
Jeśli literatura nie jest projekcyjna, staje się zaledwie ulotką propagandową jakiejś ideologii lub mniej lub bardziej atrakcyjnym obrazem bebechów autora-narcyza.

Powstaje problem jak stworzyć naprawdę dobry materiał projekcyjny, jak napisać tekst, który dotyka w wielu czytelnikach_czkach naprawdę ważnych elementów psychiki-życia, skłania do pogłębionych, świadomych lub nie, refleksji dotyczących istotnych tematów i problemów, sprawia, że lepiej rozumiemy siebie, innych ludzi i świat wokół nas, rozwija w nas empatię i wielowarstwowe spojrzenie na rzeczywistość.
To duży temat i trochę już na niego odpowiedziałem – taki materiał projekcyjny musi być bardzo bogaty i skomplikowany, w sensie wielowarstwowy. Jak to robić, to już inna sprawa i może zajmę się nim w kolejnym tekście. Sądzę jednak, że nie musi to koniecznie oznaczać tysiącstronicowych powieści zawierających setki postaci i historii. Umiejętność kondensacji tekstu wydaje mi się jedną z ważniejszych umiejętności autora_ki.

Na koniec chciałbym przytoczyć dwie myśli zaczerpnięte z kultury chińskiej. Poecie Lu Yu z okresu dynastii Tang przypisuje się powiedzenie: „Czytając dobre książki staję się lepszym człowiekiem”, a Konfucjusz twierdził, że „Lepiej oddawać miasta niż klasyków literatury”.