Psychoterapia pisana żartem
Metryka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe Scholar
Format: papier, e-book, audiobook
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 166
Motto książki
Poważna rozprawa filozoficzna mogłaby składać się z samych dowcipów.
Ludwig Wittgenstein
Żart jest jak motto, obejmuje całość zagadnienia w bardzo krótkiej formie.
Bywa też schodzeniem do Doliny Przewidzeń.
Alma Broma
Spis treści
Wstęp — 7
Co to jest psychoterapia, czemu ma służyć i po co ludzie przychodzą do gabinetu terapeutycznego? — 11
Wielkie pytania psychoterapii — 43
Rozkosze i pułapki psychoterapii — 85
Żarty do wykorzystania w sytuacjach terapeutycznych — 123
Posłowie — 154
Lektury — 159
Historia
Czas pandemii był trudny, ale też z pewnego punktu widzenia bardzo owocny – dawał dużo czasu na myślenie i lektury. Psychoterapia pisana żartem była kontynuacją i rozwinięciem Traktatu o psychoterapii, zbiorem esejów o tym zjawisku. Pierwotnie tytuł miał brzmieć Nie ma tego złego, co by na jeszcze gorsze nie wyszło, czyli psychoterapia pisana żartem, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, choć lubię Witkacego, który jest autorem pierwszej frazy, że zdanie jest zbyt długie.
Ale kłopot przyszedł z niespodziewanej strony. Ponieważ książka traktuje ogólnie o zjawisku psychoterapii, psychoterapeutach i psychoterapeutkach, wydało mi się oczywiste używanie feminatywów. I tutaj zderzyłem się ze ścianą, nawet w wypadku wydawnictw, które uważałem za bardzo otwarte. Część z nich stwierdziła wprost, że w tej wersji nie mam mowy, żeby ją wydali, inne kombinowały jak koń pod górę, żeby znaleźć inne argumenty usprawiedliwiające odmowę, choć było ewidentne o co chodzi. Sytuacja stała się patowa, bo jedyne ustępstwo jakie byłem w stanie zrobić, to zostawić książkę całkowicie w wersji żeńskiej, wyjaśniając w przypisie o co chodzi. Przepychanki trwały prawie rok, aż w końcu przypadkowo zadzwoniłem do Wydawnictwa Naukowego Scholar i tam po raz pierwszy powiedziano mi, że z ich strony nie widzą w tym względzie żadnych przeszkód.
Sama książka, jak powiedziałem jest zbiorem esejów o psychoterapii, a punktem wyjścia do każdego z nich jest żart o psychoterapeutach_kach.
„Ponieważ uważam, że psychoterapia jest przede wszystkim zjawiskiem społecznym, to dowcip pozwala odsłonić głębsze, bardziej nieświadome czy też mniej poprawne politycznie aspekty związane z tym fenomenem. Dlatego właśnie tematem książki nie jest sam żart, lecz jego przedmiot – psychoterapia, żart ma nam jedynie pomóc zrozumieć, czym ona jest w swojej istocie, oraz przede wszystkim dotrzeć do tych jej obszarów, które są szczególnie trudne i niewygodne, a w związku z tym z różnych względów pomijane lub tabuizowane. (…)
Tłumaczenie dowcipów nie miałoby żadnego sensu, zastosowałem więc metodę „terapeutyczną”, która jest medytacją na temat ukrytych aspektów poruszanego tematu, odkrywaniem głębszych procesów społecznych tworzących psychoterapię oraz problemów dotyczących jej samej. Żart jest więc tu opowieścią, historią, która pokazuje nam, co jest pod spodem, ujawnia swoje prześwity.” – napisałem we Wstępie.
Miałem dużo zabawy dobierając dowcipy i motta do kolejnych rozdziałów. Osobną część poświęciłem zagadnieniu humoru i używania żartów jako narzędzia terapeutycznego wspierającego zmianę u pacjentów_tek. Wprowadziłem tam postać trickstera – obecnego w wielu kulturach przewrotnego prześmiewcy, który swym działaniem może odwrócić pojmowanie świata i zmienić jego reguły funkcjonowania (jedną z inspiracji była znakomita książka Paula Radina o tricksterze w kulturze Indian północnoamerykańskich). Muszę tu wspomnieć o okładce, tym razem zdecydowałem się oddać jej realizację całkowicie w ręce fachowców_czyń, zaznaczyłem tylko, że chciałbym, żeby znalazły się na niej wyobrażenia postaci trickstera obecne w różnych kulturach. Studio UL zrobiło coś wspaniałego, widzicie to na okładce, stworzyło niezwykle kreatywną zbitkę różnych elementów tej postaci.
Nie mogę się oprzeć, żeby nie przytoczyć w tym miejscu jednego z moich ulubionych żartów o psychoterapii.
Kiedyś Sherlock Holmes i Doktor Watson lecieli balonem, ale zupełnie się pogubili i nie wiedzieli ani gdzie są, ani jak lecieć dalej. Zniżają więc lot, widzą na łące pastuszka i wołają:
– Hej, hej pastuszku, gdzie jesteśmy?
A pastuszek na to:
– W balonie!
Sherlock Holmes zamyślił się głęboko i po kilku chwilach mówi:
– Wiesz, Watsonie, mam wrażenie, że ten pastuszek, gdy dorośnie, zostanie psychoterapeutą.
– Drogi Holmesie – odpowiada Doktor Watson – znam twój geniusz nie od dzisiaj i wiele razy dałeś mi jego dowody, jednak tym razem jesteś naprawdę niesamowity. Jak na podstawie jednej odpowiedzi udało ci się wydedukować coś takiego?
– Widzisz Watsonie, to banalnie proste – odpowiada Holmes – zadaliśmy mu pytanie, dostaliśmy odpowiedź i nadal gówno z tego dla nas wynika!
Fragment książki
Co to jest psychoterapia, czemu ma służyć oraz po co ludzie przychodzą do gabinetu terapeutycznego?
Guma byłaby znakomitym materiałem, gdyby nie to, że jej giętkość czyni ją niezdatną do wielu zastosowań.
Alphonse Allais
Historia.
Rozmawia dwóch facetów na ulicy.
– Kim pan jest z zawodu? – pyta pierwszy.
– Pomagam ludziom znaleźć swoje miejsce w danym momencie życia – pada odpowiedź.
– Psychoterapeuta?
– Nie, taksówkarz.
Prześwity.
Rozpoczynamy od podstawowego pytania, jaki jest cel psychoterapii i kto, w związku z tak lub inaczej postawionym celem, może profesjonalnie lub amatorsko ów zawód wykonywać. Jeśli przyjmiemy, że celem jest ustrukturalizowane działanie prowadzące do zmiany zachowania (funkcjonowania) klientki, to już w tym momencie otwiera się przed nami niezmierzony kosmos. Oznacza to bowiem konieczność określenia jakie zachowanie (lub sposób funkcjonowania człowieka) jest uznane za właściwe lub nie (co jest zwykle przedmiotem norm wyznaczanych przez różnego rodzaju ideologie/religie), zbudowania metodologii (wynikającej z filozofii ) jak to badać, oraz stworzenia metod diagnostycznych opisujących zachowania niepożądane.
Psychiatrka ma w tej kwestii znacznie prostsze zadanie, dysponuje bowiem szczegółowym katalogiem zachowań uznanych przez zespół profesjonalistów za objawy zaburzeń psychicznych, które może łatwo odnieść do tych opisywanych przez pacjentkę oraz u niej obserwowanych. Na szczęście lub nieszczęście większoś tćerapeutek nie zastanawia się nad postawionymi tutaj pytaniami, gdyż w przeciwnym wypadku rozpoczynanie praktyki terapeutycznej miałoby miejsce nie wcześniej niż po osiemdziesiątym roku życia. W tej materii szczególnie użyteczne jest zastosowanie efektu Dunninga-Krugera, który zwraca uwagę, że niekompetencja jest podstawą pewności siebie i podejmowania konkretnych działań.
Przypomina mi to żart, jak pewien profesor uniwersytecki odwiedził swojego brata na wsi i chciał mu jakoś pomóc w pracy. Ale cóż taki profesor może robić w wiejskim obejściu? Brat w końcu zabrał go do stodoły i mówi:
– Słuchaj masz tu stertę ziemniaków, rozdziel je na małe, średnie i duże.
Gdy wieczorem wszedł do stodoły brat profesor siedzi przed oczywiście nieruszoną stertą ziemniaków i z rozpaczą pyta:
– Ale jakie to są małe, średnie i duże?
Jak powiedziałem psychoterapeutki rzadko zastanawiają się nad podstawami swojej działalności. Dlatego też istnieje wiele mitów i nieporozumień na temat psychoterapii, oraz niespójności licznych koncepcji, a często zwykłej bzdury w ramach danego podejścia psychoterapeutycznego. Poniżej w dużym skrócie przedstawię punkt widzenia, który aktualnie wydaje mi się absolutną podstawą każdego działania psychoterapeutycznego (i nie jest to podejście psychologii procesu, z którą od lat nie jestem już związany). Bardziej szczegółowo opisałem to w swoim Traktacie o psychoterapii (Teodorczyk, 2017).
Psychoterapia, wbrew temu, co się powszechnie sądzi, nie zajmuje się doświadczeniami czy przeżyciami pacjentek, zajmuje się echem tych doświadczeń i przeżyć, a to czyni dużą różnicę. Podobnie jak historia czy archeologia nie rejestruje dziejów czy wydarzeń, lecz tylko ich echa.
Z tego względu zarówno psychoterapeutka jak historyczka lub archeolożka musi się opierać zarówno na wyobraźni, jak i na percepcji czy pamięci. Żadna z nich też nie jest w stanie wykroczyć poza mityczne i kulturowe ramy tych narzędzi oraz możliwych związków i interpretacji dopuszczalnych w tych mitycznych i kulturowych wzorcach. To sprawia, że psychoterapeutka zawsze tworzy pewną iluzję – zajmuje się jedynie zniekształconą/wyobrażoną rzeczywistością psychiczną, w najlepszym wypadku pacjentki, w najgorszym zaś swoją własną lub kulturowym konstruktem jednej bądź drugiej.
Cel psychoterapii jest w swej istocie pogański w rozumieniu Marca Augé. Pogaństwo bowiem
z ciekawością i tolerancją akceptuje nowości; będąc zawsze skłonne do wydłużania listy bogów, dopuszcza dodawania, zmianę, ale nie syntezę. Nie ma nigdy dualistycznego charakteru i nie przeciwstawia ducha ciału (…) Zakłada ciągłość między porządkiem biologicznym a porządkiem społecznym. (…) Zbawienie, transcendencja i tajemnica są mu zasadniczo obce. (…) Pogaństwo nie miało nigdy praktyki misjonarskiej (Augé, 2010, s.11).
Innym możliwym podejściem jest przyjęcie, że celem psychoterapii jest po prostu zmniejszenie cierpienia pacjenta, co pozornie ułatwia nasze działania. Jednak tylko pozornie, bo w tym kontekście nasuwają się nieuchronnie bardzo trudne pytania: czym jest cierpienie i z jakiej perspektywy należy na nie patrzeć oraz z czego dane cierpienie wynika? I znowu psychiatrki mają w tej kwestii prostszą sytuację, gdyż od lat osiemdziesiątych XX wieku powszechnie przyjmuje się, że do podjęcia działań wystarczy subiektywne cierpienie odczuwane przez pacjentkę.
W Azji opowiadało się niegdyś historię o pewnym wieśniaku, który miał tylko jednego konia, którym obsługiwał wszystkie prace w swoim obejściu. Niestety pewnego dnia koń uciekł. Sąsiedzi przyszli, żeby go pożałować, mówiąc jakie nieszczęście go spotkało.
– Nie wiadomo, czy jest to nieszczęście – odparł krótko wieśniak.
I miał rację, bo następnego dnia koń nie tylko wrócił, ale przyprowadził ze sobą drugiego. Tym razem sąsiedzi przybiegli z gratulacjami, że spotkało go takie szczęście.
– Nie wiadomo – odparł ponownie wieśniak.
I znów miał rację, bo wieczorem syn spadł z konia i złamał nogę.
– Musisz bardzo cierpieć, współczuli mu sąsiedzi, los cię ciężko doświadcza.
– Nie wiadomo, odpowiedź wieśniaka była wciąż taka sama.
I znów miał rację, bo za tydzień wybuchła wojna, a synowi udało się, bo nie został zaciągnięty do armii.
Tę historię można ciągnąć dopóty, dopóki opowiadającemu wystarczy inwencji, a słuchaczom cierpliwości. Wynika z niej jednak morał: dłuższa bądź krótsza perspektywa określa szczęście lub niedolę wynikającą z danego zdarzenia, co w kontekście psychoterapii wydaje się niezwykle ważną konstatacją.
Czy jednak w terapii możemy opierać się na morałach? Oczywiście nie, można wszak dobierać morały prowadzące w przeciwne strony. Czy można więc myśleć o terapii jako pewnego rodzaju „wychowywaniu“ klientki? Żadna zapewne terapeutka by się pod tym nie podpisała, ale z drugiej strony czy powszechnie spotykana w różnych podejściach postawa: „weź odpowiedzialność za swoje życie i decyzje“ nie jest formą wychowywania? I czy w takim kontekście idea równej relacji terapeutycznej nie jest iluzją? Zagadnienie to stawia również kwestię jaka jest różnica między psychoterapią, a filozofią rozumianą jako „sztuka życia“. Zajmę się tą sprawą w innym miejscu.
Pytanie o istotę psychicznego cierpienia ponownie otwiera kosmos związany tym razem z koniecznością odpowiedzi na pytania, kim jest człowiek, jak działa psychika i podobne niezwykle trudne kwestie. Jeśli bowiem uznamy, że cierpienie bierze się z pragnień, jak chcą buddyści, to droga postępowania jest całkowicie jasna, ale jeśli sądzimy, że bierze się z niedoboru pewnych substancji w mózgu lub z traumatycznych wydarzeń w życiu, to idziemy w zupełnie inne strony. W obliczu niemożności udzielenia jednoznacznych odpowiedzi zwykle chwytamy się rozwiązań „łączących“ – człowiek jest jednością psychofizyczną, więc przepisujemy leki, badamy traumy i stosujemy psychoterapię opartą na określonej ideologii (behawioralnej, analitycznej, humanistycznej itp.), co wcale nie ułatwia sprawy, bowiem różne podejścia nadal prowadzą człowieka w różne strony.
Karl Popper, chyba najbardziej znany filozof nauki, zwracał uwagę, że zasada stojąca u podstaw wszelkiej racjonalnej refleksji stwierdza, iż nasza wiedza zawsze pozostanie jedynie prowizoryczna. Całkowita pewność, jego zdaniem, jest iluzją i dopiero, gdy to zaakceptujemy, nasze wysiłki poznawcze nabiorą sensu.
Możemy też uważać, że terapia polega po prostu na życzliwym (dowolnie pojmowanym – milcząco, racjonalnie, rozumiejąco itp.) odsłuchaniu klientki (taksówkarz w naszym żarcie), ale to by oznaczało, że psychoterapię może uprawiać każdy, a ewentualne szkolenie musiałoby polegać wyłącznie na kształceniu zdolności empatycznego i aktywnego słuchania. Powstaje w związku z tym kolejne ważne pytanie – czy psychoterapia jest nauką czy raczej przynależy do dziedziny literatury i sztuki. Przypomina się znane powiedzenie, że psychoanaliza Freuda była po prostu literaturą, problem w tym, że psychoanalityczki zbyt długo nie były tego świadome. I nie chodzi o to, że odkrycia Freuda były nieprawdziwe – niektóre z jego intuicji zostały później potwierdzone przez badania naukowe, chodzi o sposób w jaki on swoje twierdzenia wyprowadzał. Ważne też jest w tym momencie, żebyśmy za Richardem Feynmanem powtórzyli, że nauka nie mówi co jest prawdą, określa jedynie, co wiemy na dany temat z określonym stopniem prawdopodobieństwa. Albo też, jak pisał niemiecki filozof Hans Vaihinger – że prawda jest jedynie najbardziej wygodnym i użytecznym błędem.
Cała książka jest pisana rodzajem żeńskim, w przypisie we wstępie wyjaśniam, że oznacza to występującą w danej roli osobę o dowolnej tożsamości płciowej lub braku takiej jednoznacznej tożsamości.