Płacz cykady

Metryka

Wydawnictwo: K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów

Format: papier

Rok wydania: 2021

Liczba stron: 188

Motto do całej książki

Istnieją trzy rodzaje labiryntu. Pierwszym jest labirynt grecki Tezeusza. Nikt nie może w nim zabłądzić: wchodzisz i docierasz do samego środka, a potem ze środka trafiasz do wyjścia. W środku czeka Minotaur, inaczej cała opowieść nie budziłaby emocji, byłaby zwyczajną przechadzką. Strach rodzi się z tego, że nie wiesz, dokąd trafisz, ani jak zachowa się Minotaur. Przy konstruowaniu labiryntu klasycznego odnajdziesz w dłoni nić Ariadny. Labirynt klasyczny jest nicią Ariadny zwróconą ku sobie samej.

Z kolei labirynt manierystyczny przypomina budową drzewo o korzeniach zakończonych wieloma ślepymi zaułkami. Wyjście jest tylko jedno, ale możesz zabłądzić. Potrzebujesz nici Ariadny, żeby się nie zgubić. Ten labirynt odpowiada modelowi „trial and error process”.

I wreszcie jest sieć, czy też struktura, którą Deluze i Guattari nazywają „kłączem”. W labiryncie kłączastym każda droga może zbiec się z inna drogą. Nie ma w nim miejsca środkowego ani strefy peryferyjnej, ani wyjścia, gdyż jest on potencjalnie nieskończony. Przestrzeń hipotezy to przestrzeń zorganizowana na kształt kłącza.

Umberto Eco

Motto do IMAMA

Bowiem człowiek w każdym wieku musi się karmić złudzeniami, aby za wcześnie nie wyrzekł się życia i aby nie przyszedł kres na ród ludzki.

Joseph Conrad

Motta do Płaczu cykady

Replika postmodernizmu na modernizm zakłada ponowne rozpatrzenie przeszłości – zniszczenie jej prowadziłoby bowiem do całkowitego milczenia – zakłada rozpatrzenie ironiczne i pozbawione niewinności. Stanowisko postmodernizmu porównać mogę do postawy człowieka, który kocha kobietę bardzo wyrafinowaną i nie może jej powiedzieć: „Kocham cię miłością bez nadziei”, bo oboje wiedzą, że słowa te napisała już Liala. Niemniej istnieje pewne rozwiązanie. Może jej powiedzieć: „Jak powiedziałaby Liala, kocham cię miłością bez nadziei”. Tym samym uniknął on fałszywej niewinności, jasno wyraził to, że nie można już mówić w sposób niewinny, a zarazem powiedział wszystko, co chciał powiedzieć: kocha ją, lecz kocha w epoce utraconej niewinności.

Żadne z rozmówców nie poczuje się niewinne, oboje przyjmą wyzwanie przeszłości – słów już wypowiedzianych, których nie da się jednak wyeliminować – oboje świadomie i z przyjemnością podejmą zabawę w ironię … Lecz oboje zdołają raz jeszcze mówić o miłości.

Umberto Eco

 

Estetyka chińska […] ukształtowała się, nie odwołując się w ogóle do pojęcia „piękna” (mei; określenie meixue, „badanie piękna”, to słowo nowoczesne utworzone specjalnie dla wyrażenia zachodniego pojęcia estetyki) albo jeśli to pojęcie się pojawia, to często w sensie pejoratywnym, bo poszukiwanie „piękna” jest dla artysty pokusą wulgarną, pułapką, nieuczciwą próbą uwiedzenia. Kryteria estetyczne są funkcjonalne: czy dzieło oddziałuje w sposób skuteczny, czy syci energię życiową artysty, czy pozwala uchwycić tchnienie, które nadaje kształt górom i rzekom, wprowadza harmonię między przemianami kształtów a przemianami świata.

Ale artysta, nawet kiedy pracuje nad swym dziełem, zawsze i przede wszystkim pracuje nad sobą.
Dlatego wartość artystyczna była zawsze łączona z moralną wartością twórcy.

Simon Leys

 

Świadomości siebie nabieramy poprzez relacje z drugim człowiekiem i to właśnie sprawia, że ta relacja z innym człowiekiem staje się nie do zniesienia.

Michel Houellebecq

 

Stosunki międzyludzkie są tak trudne, ponieważ stworzono je, żeby obić gębę drugiemu, a nie żeby nawiązać „stosunki”.

Emil Cioran

 

Trzeba wyobrażać sobie Syzyfa szczęśliwym.

Albert Camus

Motta do Chichotu demiurga

Pewien człowiek z księstwa Sung wyrzeźbił w nefrycie liść morwowy. Zajęło mu to trzy lata. Mistrz Liezi powiedział o tym: Gdyby przyroda traciła trzy lata na wytworzenie jednego liścia, to naprawdę mało byłoby tworów liściastych.

Liezi

 

Po wygranym 4:1 meczu z osiemnastokrotnym mistrzem świata w go, Lee Sedolem, Południowokoreańskie Stowarzyszenie Go przyznało programowi komputerowemu AlphaGo honorowy zawodowy stopień dziewiątego dana, najwyższy zaszczyt, jakiego może doświadczyć gracz w go.

(…) zbieranie dawnych i cudzych myśli, wspominanie z niedowierzającym zdumieniem tego, co pomyślał doctor universalis [Albert Wielki], to wyznawanie naszej bezsilności czy naszego barbarzyństwa. Każdy człowiek powinien być zdolny do wszystkich myśli i sądzę, że tak będzie w przyszłości.

J. L. Borges

Motta do Podziękowań po Chichocie demiurga

Pewien młody dziennikarz przeprowadzając wywiad z Martą Graham zapytał wielką tancerkę i choreografkę, co sądzi o plagiatach artystycznych: „Mój drogi – odpowiedziała wiekowa gwiazda, kładąc artretyczną dłoń na ramieniu rozmówcy – wszyscy jesteśmy złodziejami. Ale ostatecznie będziemy osądzani tylko wedle dwóch rzeczy: kogo zdecydowaliśmy się ograbić i co z tym zrobiliśmy”.

S. Leys

 

„Poeci niedojrzali naśladują. Dojrzali kradną”.

T.S. Eliot

Motta do Posłowia: Po co w ogóle pisać w dzisiejszym świecie?

Na koniec książki ustalamy nowe relacje z poruszanym przez nas tematem.

Michel Foucault

 

Skłonność do działania ma ten tylko, kto myli się co do siebie, kto nie zna sekretnych motywów swoich czynów. Twórca, który staje się sam dla siebie przezroczysty, przestaje tworzyć. Znajomość samego siebie zniechęca demona [daimoniona]. W tym należy upatrywać powodu, dla którego Sokrates nic nie napisał.

Emil Cioran

Spis treści

Imam — 7

Płacz Cykady — 35

Chichot Demiurga — 89

Chichot Demiurga – podziękowania — 176

Posłowie – po co w ogóle pisać w dzisiejszym świecie? — 179

Historia

Namysł dotyczący ograniczeń ludzkiej sprawczości i wolnej woli towarzyszy mi od dawna i w Płaczu cykady znalazł chyba swój najpełniejszy wyraz. Pietro Citati, którego twórczość bardzo sobie cenię, napisał wspaniały zbiór esejów Wiosna Chosrowa. Zachwycił mnie na tyle, że postanowiłem napisać coś dotyczącego starożytnej Persji. Zakres możliwych wątków był ogromny i przez długi czas wahałem się co do wyboru podstawowego tematu. Ostatecznie bohaterem stała się zbitka dwóch/trzech władców imperium perskiego, którego los opisuję z wielu punktów widzenia. Forma książki zaczęła mnie samego przyprawiać o ból głowy, postmodernistycznie wymieszane kroniki prawdziwe, parafrazowane i zmyślone, domniemane zapisy władcy, wplecione literackie wątki, kilka poziomów autorskich metarefleksji, wszystko tworzyło niezwykły wir mentalny, którego byłem częścią. Powstał z tego Chichot demiurga, a słowo „chichot” ma tu wiele odniesień.

Później wróciły japońskie fascynacje, tym razem haiku. Jedno z nich, które napisał Issa Kobayashi pozostało we mnie na dłużej:

Nie płacz cykado!
Miłości bez rozłąki
I dla gwiazd nie ma.

tłum. Ryszard Krynicki

Abstrahując od tego, że w „cykada” w większości tłumaczeń i japońskim oryginale to „owady”, to haiku stało się osnową opowiadania Płacz cykady, w którym fabuła jest opisywana przynajmniej z punktu widzenia sześciu narratorów_ek.
Chciałem wydać te dwa opowiadania razem, ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że IMAM dołączony do wcześniej wydanego Traktatu o psychoterapii, tworzy z nimi wspaniałą trylogię. Książka doczekała się świetnej recenzji wydawniczej. Anna Brzezińska napisała:

Bardzo ciekawy tekst, który pod pozorem dość prosto konstruowanego opowiadania przybiera formę gatunku współcześnie wymierającego, który można by nazwać „minitraktatem filozoficznym. Ta pozycja jest wprost przepełniona treścią, a główna oś fabularna staje się tylko pretekstem do rozważań autora, do których skłaniają go błahe pozornie wydarzenia – nawet spór o niewydany bilet jest tu zderzeniem kultur i powodem do refleksji nad własną naturą. Przy okazji autor nie zapomina o stworzonej przez siebie osi fabularnej, nie wymądrza się, wszystko jest tu po coś, a bohaterowie mają swój cel i przechodzą pewną drogę, którą możemy podążać razem z nimi. Teodorczyk czerpie też pełnymi garściami z tekstów kultury, jego tekst pełen jest ciekawych odniesień, on sam jest uważny, pewny tego, co chce napisać, i bardzo dobrze przygotowany. To historia o poszukiwaniu. Miłości, własnej tożsamości, sensu. I choć może to brzmieć dość banalnie, Teodorczyk potrafi ubrać w słowa wiele myśli, których sami byśmy ubrać nie potrafili.
Nieczęsto trafiają się tak dobre propozycje, uważam, że należy przyjrzeć się temu tekstowi bliżej i rozważyć dalsze prace nad nim.

Pewnym paradoksem (i być może chichotem) jest, że wydawnictwo, przez które ta recenzja została zamówiona, ostatecznie nie zdecydowało się na wydanie książki.

Zdjęcie, które wybrałem na okładkę, zrobiłem na wybrzeżu Ziemi Ognistej i wzbudza we mnie wiele uczuć.

Fragment książki

Jechaliśmy już dwa dni, gdy tamtej nocy przyśniła mi się Shirin. Była smutna i małomówna. Obudziłem się nagle i spojrzałem na Mariam. Nie wiem dlaczego, ale zadrżałem, ja, który nigdy dotąd nie doznałem lęku. Owładnęło mną dziwne uczucie niepokoju, że coś jej się może stać. W półśnie pogłaskała mnie po twarzy i odwróciła się na drugi bok.

Następnego dnia wszystko zadziało się tak szybko, że nawet niewiele pamiętam. Zasadzka była dobrze przygotowana, a przeważające siły wroga nie dawały nam żadnych szans. Moi żołnierze dzielnie stawiali opór i przez moment mogło się wydawać, że wprawdzie mocno przetrzebieni, ale zdołamy ujść cało. Jednak gdy kilkunastu kolejnych napastników wyłoniło się z wąwozu, stało się jasne, że nie uda się nam uciec. Zastawiłam Mariam ciałem i zabijałem wszystkich, którzy próbowali się do nas zbliżyć. Gdy zabiłem ostatniego, odwróciłem się do niej z uśmiechem, ale jej twarz była zwrócona z niepokojem na lewo, w stronę pagórka, gdzie niezauważony przeze mnie, ubrany na czarno jezdny wypuścił strzałę, która przebiła jej szyję.

Przypomina mi się historia, którą opowiadają sobie ludzie w moim kraju. Opisuje ona sokoła, który lata wysoko nad ziemią, polując na zdobycz. Jest pewny siebie, wszystko widzi, czuje się silny i niezwyciężony. Nagle trafia go strzała wypuszczona przez dobrze ukrytego myśliwego i śmiertelnie go rani. Spada czując, że umiera, ale przypadkiem patrzy na strzałę, która przebiła jego ciało i widzi, że jej bełt jest zrobiony z piór sokoła.

„Czy mam się na co skarżyć?” – myśli tuż przed śmiercią. „To, co przychodzi do nas, pochodzi z nas”.

Idę już trzeci dzień przed siebie, niosąc ją na ramionach. Początkowo pojękiwała tylko, a ja nie odnajdywałem słów pocieszenia. Drugiego dnia przestała się odzywać, a gdy usiadłem, by chwilę odpocząć, zobaczyłem, że niosłem jej martwe ciało.

Znalazłem mały pagórek, gdzie ją złożyłem i teraz siedzę od kilku godzin bez ruchu. Wiem, jakie jest znaczenie tego, co się stało i jaki ma być dalszy ciąg tej historii. Złamałem prawo i muszę umrzeć. Człowiek, który został skalany, nie zazna już ratunku. Ten, kto niósł sam trupa, staje się nieczystym na zawsze, gdyż demony śmierci opanowały jego ciało i duszę.

„Wówczas ucieka on od ludzi, żyje samotnie gdzieś wysoko, w największym i najbardziej jałowym pustkowiu, gdzie nie płynie woda, nie rosną rośliny, żaden pasterz nie prowadzi swojej trzody na pastwisko, żaden kapłan nie rozpala ognia, przechowując w sercu obraz czystego świata”. Odgradza się od świata murem, zapomina czym jest słowo, modlitwa i ogień. Czeka jedynie na kata.

Nie wiem, co mam zrobić z jej ciałem. Nie wolno mi jej zakopać ani przykryć kamieniami, nie mogę też jej spalić. Ostatecznie biorę jej ciało na plecy i niosę przez całą noc. Zostawiam ją na żer dla dzikich zwierząt i ptaków. Tak jak chciałbym, żeby postąpiono również ze mną po śmierci.

Chichot Demiurga

Dżungla jest jak nieświadomość. Pomysł, że możesz być jej partnerem, jest żałosnym dowodem człowieczej pychy. Nie możesz jej nic dać ani zabrać, ona cię nawet nie zauważa. Możesz z nią walczyć, modlić się do niej, prosić ją o coś, ale nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. Może cię zabić albo uleczyć, ale wszystko to dzieje się bez związku z tobą. Nie ukarze cię, gdy przekroczysz jej prawa, bo ona o to nie dba, błogosławieństwo zaś nie przyjdzie, gdy się ukorzysz, bo jesteś dla niej nikim. Nie możesz tam być gościem, bo cię nie zaprosiła, nie możesz także liczyć, że coś dostaniesz, gdy będziesz posłuszny. Możesz być jedynie podróżnikiem, ale wyłącznie na własną odpowiedzialność, z poczuciem, że cokolwiek zrobisz, nie ma żadnego znaczenia. Tutaj nawet drzewa mają zęby – i bynajmniej nie jest to metafora! W dżungli dowolne wyposażenie, które masz, jest totalnie niewystarczające, buty na wibramie nie dają rady w deszczu, ubranie może się podrzeć w dziesięć sekund, a każdy upadek grozi czymś naprawdę poważnym.

Dżungla jest jak nieświadomość – doskonale obojętna wobec wszystkiego.

Pomysły różnych koncepcji psychologicznych czy duchowych, że jak będę żył w zgodzie z jakkolwiek pojmowanym tao, to wszystko będzie dobrze, wydają się w tym kontekście absurdalne. Po pierwsze, skąd miałbym wiedzieć, co to znaczy, a poza tym jawi się to znowu jako koncepcja, że jak będę posłuszny wobec czegoś większego ode mnie, to wszystko będzie dobrze. Tylko to „większe ode mnie” nawet nie ma pojęcia o moim istnieniu. Kurt Vonnegut, tworząc w jednej z książek religię Boga Doskonale Obojętnego, miał absolutną rację.

Kiedy idzie się jakąś godzinę przez dżunglę od miejsca, gdzie mieszkam, urwistym brzegiem wzdłuż morza, dochodzi się do małej zatoczki z piaszczystym kawałkiem plaży. Można tam, pływając z maską w morzu, podziwiać wspaniały koralowy ogród z cudownymi kolorowymi rybami różnej wielkości, czasem daje się też zobaczyć żółwie. Ale najważniejsze, że nikogo tam nie ma. Jeśli pójdzie się jeszcze kawałek dalej, aż na koniec cypla, co zabiera kilka minut, dochodzi się do małego pagórka, z którego roztacza się piękny widok na morze, ale jest tam też coś dziwnego. Droga na pagórek wiedzie bowiem nieregularnym szpalerem drzew poowijanych białym płótnem, a na szczycie stoi mała chata, właściwie buda. Wewnątrz widać obramowane miejsce wypełnione białymi otoczakami, nad którym wisi moskitiera, a w „nogach” znajduje się kamień wysokości około sześćdziesięciu centymetrów, przypominający ludzką sylwetkę, też owinięty białym płótnem. Wygląda to jak grobowiec muzułmański z dawnych czasów, ale ta moskitiera? Z boku leżą jakieś mapy i paszport. Nie ośmielam się wejść do środka, czuję niepewność i dziwny niepokój.

IMAM

Recenzje

Agnieszka Kostuch Ćwiczenia z samopoznania. Nowy Napis nr 210 z 6.07.2023r. [dostęp online]