Oświecenie dziobaków.
Baśnie o ważnych mechanizmach i niebezpieczeństwach rozwojowych.
Metryka
Wydawnictwo: Eneteia
Format: papier
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 188
Motto książki
Outside of a dog a book is a man’s best friend. Inside of a dog it’s too dark to read.
[Poza psem książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. Natomiast wewnątrz psa jest za ciemno, by czytać.]
Groucho Marx
Spis treści
Podziękowania — 7
Acknowledgments — 9
Niespełnienia — 13
Dary Svartalfheimu — 29
Wróżba — 45
Posążki z wiatru — 65
Złodziej snów — 83
…hcemy szczać we wszystkih kolorah! — 105
Królewicz i Smok — 123
Chmury i geometria — 137
Zaczarowany ołówek – pożegnania — 155
Posłowie. Szeregi zacnych — 173
Spis ilustracji — 187
Historia
Nie mam pojęcia skąd wziął mi się dziobak, być może po lekturze znakomitej książki Umberto Eco Kant i dziobak, albo ze wspomnień lekcji biologii w szkole podstawowej. Dość, że pozostaje ze mną do dzisiaj i zaznacza jakoś swoją obecność w każdej kolejnej książce.
„Nie wiem za bardzo, co to jest oświecenie, ale wiem trochę o dziobakach (dziobak to takie stworzenie, które jest wszystkim po trochu). Spotykam się z nimi od lat w moim gabinecie i na warsztatach. Sam zresztą jestem jednym z nich.” – napisałem w Posłowiu do książki.
Sam tekst powstał błyskawicznie, trwało to niewiele ponad miesiąc, choć rzeczywiście pracowałem dniami i nocami. Energia brała się chyba z tego, że Oświecenie dziobaków obejmuje ogromne obszary historyczno-kulturowe, jest tam opowiadanie dotyczące historii Chin, XIX wiecznej Europy, prehistorii, przewrotne parafrazy wątków mitologii germańskiej, motywów zaczerpniętych z Ursuli Le Guin, życia Artura Rimbaud, klasycznych baśni itp. Wylały się ze mnie wszystkie wieloletnie lektury i fascynacje.
Oczywiście utrzymał się głęboki zachwyt japońskimi obrazami – tym razem postanowiłem, że w książce znajdzie się ich bardzo dużo i będą to konkretnie ilustracje zwierząt.
I tu zaczęły się kłopoty, znalazłem wprawdzie w swojej bibliotece potrzebną książkę, ale był to katalog wystawy, która miała miejsce w Rotterdamie kilka lat wcześniej i gromadziła prace kolekcjonerów prywatnych i muzeów z całego świata. To make a long story short – po wielu staraniach dotarłem do Anny Beerens z Towarzystwa Sztuki Japońskiej w Holandii, która okazała się wspaniałą osobą i w moim imieniu przeprowadziła rozmowy z właścicielami dzieł, które ostatecznie znalazły się w książce. Muszę też powiedzieć, że Wydawnictwo Eneteia dawało mi całkowicie wolną rękę we wszystkich sprawach dotyczących szaty graficznej i tego, jak ma wyglądać okładka – jak można oczekiwać po tytule znalazł się na niej obraz Pies i śnieżny Daruma, którego autorem jest Suzuki Shōnen.
Sądzę, że każdy_a autor_ka ma kilka tematów, które nieustannie powracają w jego_jej twórczości, w moim wypadku jest to niewątpliwie zagadnienie tożsamości człowieka, nieustanne zadawanie sobie pytania „kim jestem?” i podważanie próby jednoznacznej odpowiedzi. Zapewne z tego powodu w wielu tekstach pojawiają się dziobaki, świetna reprezentacja tego pytania. Chyba najbardziej, i jest to zapewne jedna z form zboczenia zawodowego, najbardziej interesują mnie momenty psychicznej przemiany. Chodzi o te cudowne i przerażające chwile, gdy człowiek doznaje wglądu, że w ważnych kwestiach jest jednak inaczej, niż mu_jej się dotychczas wydawało. Stanowi to swoisty „punkt zwrotny”, w którym tożsamość zaczyna, jeszcze niepewna, dryfować w innym kierunku i zupełnie nie wiadomo, co dalej się z nią stanie. Świetnie opisywał tę sytuację Albert Camus w Micie Syzyfa, wariacje tego eseju pojawiają się wielokrotnie u bohaterów Oświecenia dziobaków, może najbardziej dramatycznie u Adama Platypusa z opowiadania Posążki z wiatru oraz w Syzyfie zdegradowanym z Mnemosyne/Lesmosyne. Bardzo mocno rezonuje we mnie refleksja Jamesa Hillmana, że przemiana zaczyna się tam, gdzie nie ma już nadziei.
Sądzę jednak, że przemiana jest jeszcze bardziej skomplikowanym zjawiskiem i czasami przydarza się w sposób zupełnie niespodziewany i całkowicie poza naszą kontrolą, o czym metaforycznie przypomina historia, która przytaczam w Posłowiu do książki.
W pewnej zaginionej sutrze zamieszczona jest opowieść o mniszce Uptalavarnie, uczennicy Sakjamuniego, która w jednym z poprzednich wcieleń była słynną kurtyzaną. Pewnego razu dla czczej rozrywki założyła mnisią szatę, używając jej do nieprzystojnego tańca i niegodnych zachowań. Czyn ten sprawił, że przeżywała okropne cierpienia w piekle przez wiele kalp, jednak zasługa związana z samym założeniem mnisiej szaty była tak ogromna, że odrodziła się za życia Sakjamuniego i osiągnęła przebudzenie.
Ta historia pokazuje nam, że – przynajmniej w Indiach – ten sam czyn może może najpierw przynieść karę i ogromne cierpienie a następnie spowodować otrzymanie niezwykłej nagrody, a więc może być jednocześnie winą i zasługą.
Uptalavarna może nie tyle dostąpiła przebudzenia z powodu swojego niecnego czynu, ile raczej to niegodne działanie było koniecznym elementem na jej drodze do oświecenia. Opowieść o niej zdaje się pokazywać jak meandryczne mogą być ścieżki wspierające ludzki rozwój oraz, że wizja drogi do oświecenia w postaci wieloletnich wyrzeczeń i długotrwałych medytacji niekoniecznie musi być zgodna z prawdą.
Trzeba tylko znaleźć właściwą mnisią szatę do „niegodnego zachowania”.
Fragment książki
Szłam przed siebie czując po raz pierwszy w życiu niezwykłą lekkość. Czułam, że zostało podjęte we mnie – albo za mnie – jakieś ważne postanowienie ale nie wiedziałam ani jaka to decyzja ani też co ona dla mnie oznacza. Zauważyłam tylko, ze im dłużej szłam tym więcej różnych zwierząt mi towarzyszyło. Wydawało mi się nawet chwilami, że rozumiałam ich mowę. Po południu dotarliśmy na wielką polanę, gdzie zmęczona, zasnęłam. Śniło mi się, że płynę w górę rzeki i nagle widzę przed sobą wielki wodospad. Patrzę bezradna w górę, bo wydaje mi się być niebotycznie wysoki i nie do pokonania. Jednak podejmuje próbę i powoli, z mozołem zaczynam płynąć w górę wodospadu. Woda obmywa moje ciało, a ja czuję, że tam na górze stanie się ze mną coś niezwykłego. Jednak budzę się tuż przed samym szczytem.
Był już prawie wieczór, gdy kierowana jakimś dziwnym impulsem wspięłam się na wysokie drzewo. Siedziałam na gałęzi dłuższą chwilę gdy nagle poczułam, że nie jestem sama, ale nie było we mnie nawet cienia niepokoju. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam wielkiego kruka siedzącego na sąsiedniej gałęzi. Patrzył na mnie uważnie i przez moment nasze oczy spotkały się.
Spojrzałam po chwili na siebie i bez zdziwienia zobaczyłam, że straciłam swoją ludzką postać. Z ramion wyrosły skrzydła, z mojej twarzy wystawał teraz mocny, czarny dziób, a cała byłam pokryta smolistymi piórami.
– „ Ależ to jasne” – pomyślałam z radością – „przecież zawsze gdzieś głęboko w swoim wnętrzu wiedziałam, że nie jestem człowiekiem tylko ptakiem”. Siedziałam długą chwilę rozkoszując się swoim wielkim odkryciem i sprawdzając czy czary, które wreszcie ze mnie opadły, nie wrócą.
Aż rozpostarłam wreszcie swoje piękne krucze skrzydła, z ich szumem wzbiłam się w powietrze i poleciałam na północ.
Do Matki.
Do mych Sióstr i Braci.
Niespełnienia
Wzorem sprawdzonej w naszym plemieniu metody poszukiwania znaczącej wizji udałem się na bezterminową wędrówkę bez jedzenia i spania licząc, że coś ważnego może się w jej trakcie przydarzyć. Drugiego dnia dotarłem do wielkiej rzeki, gdzie zauważyłem dziwne zwierzę. Wielkości dużego kreta, miało ogon i dziób kaczki, wprawdzie pływało wiosłując łapami opatrzonymi błoną i pazurami, ale wygrzebywało sobie też sobie nimi norę, w której dostrzegłem złożone wcześniej jaja.
– Aha, to zapewne ten słynny mityczny Dziobak, zwierzę o troistej naturze ryby, ptaka i czworonoga! -wykrzyknąłem z radością. Cóż za niezwykły przypadek! To jest właśnie istota, od której mogę wiele się dowiedzieć!
Trwało kilka dni zanim przekonałem do siebie dziobaka, jest to bowiem istota troiście strachliwa, ale w końcu opowiedział mi swoją historię.
Iluzyjna historia dziobaka
Jesteśmy tylko małymi zwierzątkami i nie za wiele wiemy o swoim powstaniu, jednak z tego, co przekazujemy sobie przez pokolenia wynika, że nasz wygląd jest efektem zawiści i wzajemnej niechęci Bogów Figur i Tła. Na początku, gdy tworzyli oni świat zgodnie współdziałali i coraz to nowe gatunki czworonogów, ryb i ptaków pojawiały się na Ziemi. Traf jednak chciał, że gdy przyszło do tworzenia nas i Bogowie Figur wymyślili sobie, że będziemy ślicznymi futerkowymi czworonogami. Narastający od dłuższego czasu antagonizm sprawił, że pod osłoną nocy Bogowie Tła podkradli się i dołożyli nam kaczy dziób i zabrali zęby, żeby popsuć zamysły przeciwników. Następnego dnia, gdy wszystko wyszło na jaw, konieczne było dołożyć nam łapy i umiejętność pływania, ale kolejnej nocy zawistna druga strona dorzuciła nam do łap pazury, a możliwości rozrodcze zamieniła na jajorodność. Tak bawiono się z nami jeszcze kilka razy i strach pomyśleć, co by się mogło jeszcze wydarzyć, gdyby strony nie doszły do wniosku, że poświęciły nam już zbyt dużo czasu i zajęły się innym gatunkiem a dziobaki wreszcie odetchnęły z ulgą.
Tyle nam wiadomo o źródle połączenia przeciwieństw w nas, ale wiemy, że nie jesteśmy jedynymi tego typu istotami na ziemi.
Zresztą jeśli chcesz się więcej o nich dowiedzieć, musiałbyś odszukać słynne Plemię Hermafrodytów – niemężczyzn i niekobiet, oni mogą udzielić ci więcej informacji. Kieruj się na trzecią gwiazdę dyszla Wielkiego Wozu, a po czterech tygodniach marszu niechybnie dojdziesz do ich siedziby – zakończył.
Chmury i geometria
Recenzje
Agnieszka Kostuch Słowo od „rozmoczonej w mleku kromki chleba” „Twórczość” nr 1/2023, ss. 163-165.
Lubimy czytać, komentarz: kinga1711 [link]