Mnemosyne/Lesmosyne

Metryka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Pasaże

Format: papier

Rok wydania: 2023

Liczba stron: 217

Motto książki

Obrazy pamięci zacierają się,
skoro tylko zastygną w słowa.

Italo Calvino

Spis treści

Dni 1–14 — 13

Dzień 15. Prometeusz wyzwolony — 25

Dni 16–22 — 38

Dzień 23. Dolina Czterech Klasztorów — 43

Dni 24–28 — 55

Dzień 29. Powszechna historia dziobaka — 63

Dni 30–37 — 77

Dzień 38. Bezimienna cesarzowa — 83

Dni 39–44 — 98

Dzień 45. Odys i Kirke — 103

Dni 46–50 — 112

Dzień 51. Syzyf zdegradowany — 115

Dni 52–57 — 123

Dzień 58. Baśń o smutnym psotniku — 128

Dni 59–64 — 141

Dzień 65. Zaćmienie — 147

Dni 66–72 — 157

Dzień 73. Psyche i Eros — 159

Dni 74–90 — 168

Dzień 91. Siostry miłosierdzia — 178

Dni 92–98 — 195

Posłowie. Osiemnasty słoń — 207

Mnemosyne–Lesmosyne. Nota — 217

Historia

Czytelniczki_cy uważają, że jest to najtrudniejsza z moich książek. Opublikowało ją, również po dłuższych poszukiwaniach, krakowskie Wydawnictwo Pasaże. W najbardziej powierzchniowej warstwie jest to dziennik mężczyzny, który mierzy się ze stratą, przechodząc przez różne etapy jej przeżywania. Towarzyszymy mu w tym przez 98 dni. Inspiracją do Mnemosyne/Lesmosyne były dwa filmy: Miłość Michaela Haneke i Hanami. Kwiat wiśni Dori Dörrie, niezwykle odkrywcza książka Wszystko dla naszych zmarłych belgijskiej filozofki i antropolożki Vinciane Despret oraz jeden z moich ulubionych tekstów Mit Syzyfa Alberta Camus.

Inna warstwa tej książki porusza kwestie pamięci i zapominania nie tylko w kontekście straty, ale też ich znaczenia w naszym życiu w ogóle, a jeszcze inna odnosi się do tego, że duża strata, szczególnie bardzo bliskiej istoty stawia nas w obliczu pytania o wybór scenariusza na życie nie tylko po tym fakcie, ale też w ogóle. Ponieważ to ostatnie pytanie włożyłem w usta kolejnym Muzom, z których wyobrażeniem mentalnie spotyka się nasz bohater, nieuchronnie musiał się pojawić również wątek relacji życia i sztuki. Spotkania te pokazujące różne możliwe scenariusze życia ilustruje dziesięć opowiadań o tematyce zmienionych lub dopisanych ważnych wątków mitologii greckiej i japońskiej, związanej z historią Chin, ostatnimi dniami życia Aischylosa i niektórymi elementami znanych baśni. Znalazło się tam też opowiadanie o powszechnej historii dziobaka, zaś ostatnie powstało na bazie piosenki Leonarda Cohena Sisters of merci.

Bardzo lubię zdjęcie starego, zdezelowanego pianina, które umieściłem na okładce książki, zrobiłem je kiedyś w Armenii, w dziwnym miejscu na stacji benzynowej przy granicy z Iranem.
Trudno jest pisać o tej książce, chciałbym więc może przytoczyć tylko pierwszą część posłowia.

 

Opowieść o trzech synach i siedemnastu słoniach

Pewien człowiek umiera i zostawia swoim synom siedemnaście słoni z zaleceniem, by najstarszy wziął połowę, średni jedną trzecią, a najmłodszy jedną dziewiątą. Synowie długo się głowią, jak dokonać podziału, ale nie wiedzą, jak to zrobić bez pokrojenia słoni na części. Okropnie się złoszczą na ojca: „Co za głupi starzec, nie powinien nas stawiać w takiej nierozwiązywalnej sytuacji”. Traf chce, że przez wioskę przejeżdża akurat królewski minister. Gdy dowiaduje się o problemie, mówi: „Weźcie mojego słonia, dodajcie go do waszych siedemnastu i dokonajcie podziału”. Bracia nie rozumieją, jak minister może być dla nich taki hojny, ale przyjmują dar. Teraz mają osiemnaście słoni. Najstarszy bierze połowę, czyli dziewięć, średni jedną trzecią, czyli sześć, a najmłodszy jedną dziewiątą, czyli dwa – razem siedemnaście. Szczęśliwi dziękują ministrowi, a ten zabiera swojego słonia – osiemnastego – i odjeżdża.

Historia ta pochodzi ze starożytnych Indii i zwykle uważa się, że wyjaśnia, czym jest „maja”, czyli świat iluzji. Bywa też przedmiotem medytacji, czym właściwie jest osiemnasty słoń.

Zastanówmy się nad sytuacją opisaną w tej opowieści. Podział spadku według wskazówek ojca jest możliwy do zrealizowania przynajmniej na dwa sposoby. Po pierwsze synowie mogą pokawałkować słonie, ale wtedy nie ma to dla nich żadnego sensu i musieliby uznać ojca za człowieka niespełna rozumu (swoją drogą, ciekawe, że taka myśl nie przychodzi im do głowy!). Albo też, aby wypełnić zalecenie ojca i nie zniszczyć przynajmniej części spadku, muszą znaleźć „magiczny klucz”, wytrych, który wyrwie ich z poczucia bezradności i wprowadzi porządek w istniejącą strukturę, żeby nie utrzymywać synów w tej bezsilności i pozwolić im skorzystać z dóbr tego świata.

Ale tak jak mądry był ojciec, dając synom to zadanie, które w sumie jest o wiele bardziej wartościowe niż same słonie, tak twórca tej historii był mądry, każąc nam się nad nią zastanawiać. Spróbujmy odnieść to wszystko do kondycji człowieka.
Bez wątpienia ową nieuporządkowaną strukturą, czyniącą z każdego z nas bezradną i przerażoną istotę, jest rzeczywistość psychiczna, tak jak ją doświadczamy w postaci chaotycznie przepływających, polimorficznych doznań, które niepoukładane nie mają dla nas żadnego sensu i nie pozwalają na ich wykorzystanie. Podobnie dotyczy to rzeczywistości zewnętrznej – o ile uznamy, że jest ona czymś różnym od naszej rzeczywistości psychicznej. Gdybyśmy nie mieli „magicznego klucza”, doświadczalibyśmy siebie i ewentualnej rzeczywistości zewnętrznej jak świeżo narodzone niemowlę lub jak osoba pozostająca w stanie psychotycznym (co jest mniej więcej tym samym stanem).

Cóż więc jest w takim razie „kluczem”, który porządkuje naszą rzeczywistość psychiczną, nadając jej ramę? Co wyrywa nas z poczucia bezradności ofiarując bezpieczeństwo i poczucie sensu? Myślę, że jest nim nasza tożsamość, to jedynie ona jest w stanie uporządkować chaotyczny i wielowarstwowy świat ludzkich doznań. Jednak dopiero metafora „magiczny klucz” w pełni dookreśla to rozwiązanie, bo ten klucz, nasza tożsamość, jest równie magiczny jak ów osiemnasty słoń ministra – istnieje, ale jednocześnie go nie ma – jest potrzebny jedynie do wprowadzenia porządku i umożliwia korzystanie z dóbr świata, ale służy jedynie do tego celu, a następnie znika. Niemożność odnalezienia magicznego klucza oznacza pozostawanie w bezradności i rezygnację z korzyści stwarzanych przez strukturę i porządek albo pokawałkowanie słoni, co jest metaforą zaakceptowania chaotycznego i polimorficznego świata.

Tożsamość, którą sobie tworzymy, jest zatem, jak osiemnasty słoń, iluzją – jakże potrzebną i użyteczną, ale tylko iluzją. Słusznie pisał Hans Vaihinger, że prawda jest jedynie najbardziej wygodną i użyteczną fikcją. Bez niej nie możemy nadać „sensu” i porządku swojemu życiu, jednak zapominając o tym, że jest ona tylko iluzją, wierzymy w coś, co w istocie nie istnieje jako element „naszego rachunku” (w naszym rachunku występuje tylko siedemnaście słoni) i może nam być dane jedynie na chwilę. Oczywiście każda iluzja ma swoją cenę, tożsamość i jej przyjęcie oznacza nieuchronne wejście w struktury społeczne (co między innymi symbolizuje minister króla), społeczną hierarchię i walkę o „lepszą” tożsamość. Społeczeństwo, jak każdy złożony system, musi tworzyć hierarchiczne struktury, gdzie tożsamość na przykład strażaka jest uznawana za lepszą niż tożsamość, powiedzmy, bezdomnego. Przyjmując wersję funkcjonowania w ramach „magicznego klucza”, musimy zapłacić cenę, którą jest konieczność pozycjonowania swojej tożsamości i walka o to, by była ona społecznie jak najlepsza i przynosiła
nam jak najwięcej profitów.

Ale najciekawsze w tej historii jest chyba coś jeszcze innego. Podjęta przez synów próba uporządkowania rzeczywistości, której istotą jest właśnie brak porządku, oraz bezradność, gdy nie mając na to zgody, próbujemy ją inaczej potraktować, ma miejsce, kiedy próbujemy zmusić rzeczywistość, która nie jest całością i jednością (w naszym rozumieniu), do tego, aby taką się stała. Problem synów polega bowiem na tym, że nie chcą/nie mogą przyjąć, że siedemnaście słoni to jest całość i jedność, bo według nich całość i jedność jest tożsama oraz daje się sensownie podzielić (czytaj: uporządkować). W istocie wierzą oni, że podział – wprowadzenie porządku – musi dotyczyć jedności i całości, tak jak oni ją rozumieją, a nie jaka ona jest w danej chwili. Uznają, że sens może zaistnieć przy wprowadzeniu porządku, który tworzy struktury konkretnego rodzaju. Nie zgadzają się, bo nie pojmują, że jedna druga plus jedna trzecia, plus jedna dziewiąta to nie jest jeden, choć stanowi całość. Konstytuuje to podstawowy błąd poznawczy synów oraz nas wszystkich. Można oczywiście zadać sobie ważne pytania: co sprawia, że na drodze psychicznego rozwoju człowieka konieczne stało się stwarzanie magicznego klucza, co sprawiło, że od pewnego momentu człowiek nie mógł się już bez niego obejść. Otóż myślę, że konieczność pojawienia się tożsamości powstała na skutek minimalnego oddzielenia się istoty niesłusznie jeszcze zwanej homo sapiens od świata zwierząt, świata natury. Człowiek jest, jak mówił Arnold Gehlen, homo defectus, poprzez minimalne oddzielenie się od świata natury został pozbawiony wszystkich jego przywilejów nie dostając w zamian narzędzi pozwalających mu poradzić sobie z kosmiczną bezradnością, która musiała się pojawić, gdy zrozumiał, uświadomił sobie (czego nie mają zapewne zwierzęta), jak wiele jest rzeczy i zjawisk, które są od niego niezależne, przerastają go i zagrażają w ogromnym stopniu jego istnieniu. I tym jedynym narzędziem, które udało mu się wynaleźć, jest właśnie tożsamość i jej dalsze konsekwencje, która – wprawdzie magicznie i iluzyjnie – ale daje poczucie porządku, sensu i bezpieczeństwa.

Powyższa historia opisuje kondycję ludzką z poziomu antropologii filozoficznej. Zapoznajmy się teraz z drugą, ilustrującą, czym jest osiemnasty słoń w operacyjnym działaniu. Spróbuję pokazać, na czym polega i jak funkcjonuje ludzka tożsamość, jak porządkuje naszą rzeczywistość i jakie są tego konsekwencje.

Fragment książki

Nikt nie wie, jak się to dokładnie stało, w każdym razie po wielu latach Eros postanowił odnaleźć ukochaną i po raz kolejny ofiarować jej swą wieczną miłość. Tak więc któregoś dnia rankiem pojawił się na wyspie, odnalazł chatkę Psyche i z niepokojem czekał, aż się pojawi.

Wyszła z dzbanem po wodę do studni i zobaczyła pięknego młodzieńca. Nie poznała go, lecz on nie ujrzał starzejącej się kobiety ze zmierzwionymi włosami i obwisłą skórą, zobaczył swoją piękną Psyche w rozkwicie wieku.

– Ukochana to ja! – zawołał.

Spojrzała na niego niemal niewidzącymi, białymi jak mleko oczami.

– Kim jesteś, panie? – spytała.

– Nie poznajesz mnie? Jestem Eros, twój Eros! Fanes! – woła, nie zauważywszy odzewu w jej oczach. Próbuje przywołać jej pamięć innym swoim imieniem. – Popełniłem wtedy niewybaczalny błąd, ale teraz przybywam, by klęknąć u twych stóp, błagając o litość i wybaczenie. Chcę ponownie ofiarować ci swą miłość, tym razem na zawsze. Teraz już na wieczność będziemy razem, zabiorę cię na Olimp, tam odbędą się nasze gody, zyskasz nieśmiertelność, a naszej miłości już nic nie stanie na przeszkodzie.

Dojrzała kobieta patrzy na niego i nie rozumie, nie pamięta. Jak przez mgłę, dużo większą niż ta, która zasnuła jej oczy, przychodzą do niej zamazane obrazy przeszłości, nierozpoznawalne widma zapomnianych zdarzeń.

– Nie pamiętam cię – mówi cicho. – Czy na pewno to mnie szukasz? Żyję tu sama od wielu lat, nie pamiętam już swojej przeszłości. Mój świat zamyka się w kręgu prostych zdarzeń ostatnich dni, moich zwierząt, warzyw z ogródka i ognia, który ogrzewa mnie w zimne noce.

Eros patrzy na ukochaną z rozpaczą, nie wie, co powiedzieć, lecz siła determinacji wkłada mu w usta słowa:

– Nic to, że nie pamiętasz, zostanę z tobą, będę ci opowiadał bez końca naszą historię, aż w końcu sobie wszystko przypomnisz i wróci twoje uczucie do mnie.

Spojrzała na niego beznamiętnie.

– Zostań, jeśli chcesz – mówi – nie wiem jednak, czy mam jakąkolwiek przeszłość, nie wiem też, czy mam potrzebę ją odkrywać.

Dzień trzydziesty

Zapominanie jest procesem odwróconego czasu, wreszcie to zrozumiałem. Odbywa się to tak, jakbym patrzył na jakiś namalowany przez siebie obraz. Powstał on poprzez sekwencję następujących po sobie, powiedzmy, stu tysięcy ruchów pędzla. Ale teraz, gdy go widzę, sekwencja tych ruchów dokonuje się w odwrotną stronę – farba jest konsekwentnie zdejmowana, co sprawia, że kolejne obiekty na obrazie, a w końcu sam obraz, stają się coraz mniej wyraźne. Patrzę na te znikające obiekty i rozpaczliwie próbuję je zatrzymać, zapamiętać, jak wyglądały i czego dotyczyły, ale „antymalarz” jest bezlitosny, w sposób ciągły i bez przerwy „cofa” swój twórczy proces. Po jakimś czasie z całego obrazu zostaje mi tylko na przykład jeden bardziej wyraźny fragment, a reszta jest na tyle nieokreślona, że może już przedstawiać bardzo wiele rzeczy, na które, jak na plamy atramentowe w teście Rorschacha, mogę wyprojektować dowolną liczbę obiektów. W końcu staję przed białym płótnem i zastanawiam się, co to był za obraz, potem patrzę już tylko na puste miejsce w pokoju, gdzie kiedyś stały sztalugi, a ostatecznie nawet sam malarz znika.

Recenzje

Autorska prezentacja książki w ośmiominutowym filmiku
[dostęp online na platformie Facebook]

Agnieszka Kostuch Niedokończone pałace i ich niedoskonali mieszkańcy
Fanpage „O literaturze otwarcie” 13.04.2023r.,
[dostęp online na platformie Facebook]

Dorota Look for book. Książka terapeutyczna – czterominutowy filmik
[dostęp na platformie Youtube]