Czym jest głupota

Filozof znajduje zawsze więcej paszy na nizinach głupoty niż na jałowych wyżynach mądrości.

Ludwig Wittgenstein

Do napisania tego krótkiego eseju skłoniło mnie przeczytanie dwóch mało satysfakcjonujących i powierzchownych książek Szkice z filozofii głupoty B. Brożka, M. Hellera, J. Stelmacha oraz Podstawowe prawa ludzkiej głupoty C. M. Cipolli.
Brak satysfakcji wynika z tego, że nie odnalazłem w nich wiele więcej niż naśmiewanie się z tego zjawiska oraz kilka z wielu możliwych, dość jednostronnych i łatwych do zakwestionowania klasyfikacji i podziałów głupoty.
Nie odnalazłem też głębszego rozumienia możliwych mechanizmów tego fenomenu, a jedynie wyjaśnienia typu: „ktoś tak postępuje bo jest głupi”.

Pozostały we mnie również inne ważne pytania: czy jakkolwiek rozumiana „głupota” jest cechą stałą czy też przejawia się częściej lub rzadziej w naszym myśleniu i zachowaniu. Czy może jest rodzajem „suwaka” na każdej z tych skal – suwaka stałego czy ruchomego? Czy istnieją „tendencje” do bycia bardziej lub mniej głupim? (coś w rodzaju psychicznego „pregenu”, wirusa latentnego?)

I przede wszystkim – jaka jest istota tego fenomenu i czy możemy wyjść poza mniej lub bardziej społeczno-normatywne, a w związku z tym bezustannie przerzutne opinie: „ty/wy jesteś/cie głupi” – „nie, to ty/wy jesteś/cie głupi”.

Klasyczne podejście.

Głupota zwykle kojarzy się z brakiem logiki lub/i różnymi aspektami niewiedzy. Brakiem wiedzy dowolnego typu. Jest rozumiana jak przeciwieństwo wiedzy lub/i mądrości. (Mądrość jako głębokie zrozumienie istoty zjawisk). Głupota oznacza zwykle nie wzięcie czegoś ważnego (oczywistego) pod uwagę przy ocenie/rozumieniu czegoś. Ale abstrahując od tego, co możemy uznać za „oczywiste” pamiętajmy o tym co mówią mądrzy ludzie: Jeśli wydaje ci się, że coś wiesz, to znaczy, że czegoś nie uwzględniłeś.

W Szkicach z filozofii głupoty autorzy określają głupotę jako:

  • nieznajomość lub lekceważenie podstawowych zasad komunikacji językowej
  • uporczywe dystansowanie się od wiedzy opartej na faktach
  • minimalizm poznawczy
  • niezdolność rozumienia i interpretacji przypadków trudnych
  • łatwość ulegania emocjom negatywnym
  • brak poczucia humoru
  • „zamawianie dobra”
  • skłonność do nadmiernego ryzyka
  • poszukiwanie obiektów zainteresowania zastępczego

Żadna z tych kategorii mnie nie przekonuje. W odniesieniu do uporczywego dystansowania się do wiedzy opartej na faktach, co wydaje się stosunkowo najpoważniejszym argumentem, to musielibyśmy ograniczyć to do faktów na dany moment „niepodważalnych” typu okrągła ziemia oraz mieć cały czas w pamięci co mówił Richard Feynman – że nauka nie mówi co jest prawdą, lecz co wiemy w danej chwili z określonym prawdopodobieństwem. Jednak również tutaj należałoby zastanowić się co jest przyczyną powstawania opinii wbrew faktom – „głupota” może być bardzo powierzchownym wyjaśnieniem (to znaczy bez głębszego zrozumienia psychiki danej osoby lub grupy).
Natomiast na każdą z pozostałych kategorii można spojrzeć inaczej, np. jako na mechanizm obronny lub nerwicowy, albo cechę konstytutywną lub zaburzenie osobowości, a to już nie ma nic wspólnego z głupotą.

Inne podejście prezentuje Cippoli, który odnosi głupotę wyłącznie do działania, które przynosi szkodę innym, ale również nie przynosi korzyści (lub przynosi szkodę) samej osobie.
Takie rozumienie głupoty jest dla psychologa nie do przyjęcia, odnosi bowiem zachowanie wyłącznie do niejasno pojmowanych korzyści bądź szkód. Oprócz tego dla każdego psychoterapeuty jasne jest, że dowolne działanie człowieka, bez względu na efekt ma jakąś motywację, głębszą niż „głupota”, a ponieważ psychika ludzka nie jest monolitem lecz składa się z wielu części, to rozpatrywanie korzyści bądź szkody danego działania należy spostrzegać w kategoriach, która część psychiki odnosi korzyści kosztem straty innej części psychiki. Nie mówiąc już o tym, że to, co przynosi korzyść/stratę natychmiastową, może okazać się w dłuższej perspektywie czymś zupełnie odwrotnym.
Poza tym taka definicja głupoty jest związana tylko z działaniem (co wprawdzie ma zapewne związek z brakiem pewnego typu myślenia, ale nie dokładnie określa z jakim), a jak wiadomo wiele działań dokonywanych w afekcie nie podlega racjonalnej ocenie i odnoszenie tego do „głupoty” wydaje się nieporozumieniem.
W tym kontekście konstatacja Cippoli – że głupota nie jest związana z żadną inną cechą i występuje w podobnym procencie w dowolnej grupie ludzi, wydaje się być tyleż efektowną, co nie bardzo uprawomocnioną opinią.

 

Inne podejście – mieszanie porzadków.

Szukając innych kategorii, która mogłyby ewentualnie definiować głupotę, pomyślałem, że można ją odnieść do bezrefleksyjnego mieszania porządków. W ramach wprowadzania pewnego ładu do rzeczywistości człowiek tworzy różne „nakładki”, które mogą mu w tym pomóc. Jednak porządek moralny jest czym innym od porządku poznawczego, finansowego, relacyjnego, estetycznego i wielu innych, a ich mieszanie może tworzyć zabawne sytuacje. Stosowanie np. porządku moralnego do teorii poznania może się wydawać podobnie „głupie” jak użycie argumentu ad personam, by obalić dowolną koncepcję. Albo określanie wartości porządku poznawczego poprzez kategorie korzyści finansowych.
Jednak również takie podejście wydaje się również nie do utrzymania.
Mieszanie porządków może być bowiem spostrzegane nie tyle jako głupota, ale jako próba poszukiwania czegoś „uniwersalnego”, co najlepiej widać w starożytnych i późniejszych koncepcjach mówiących o jedność piękna, prawdy i dobra.
Taka wersja rozumienia „głupoty” nie przekonuje również z tego względu, że podział na konkretne „porządki” też jest do zakwestionowania, a poza tym mieszanie porządków można równie dobrze spostrzegać jako ekstremalny wyraz ludzkiej bezradności w dążeniu do znalezienia czegoś „uniwersalnego”, co mogłoby stanowić Archimedesowy punkt we wszechświecie chaosu i braku niekwestionowanej stałości. W sumie byłoby mniej więcej działanie równoznaczne z tworzeniem bogów czy religii, a póki co nie uznajemy tego za „głupie”.


„Głupota” jako argument służący pozycjonowaniu się ludzi względem siebie.

Ludwig Wittgenstein mówił, żebyśmy patrzyli na funkcję słów/wypowiedzi, a nie na ich znaczenie. Z tego punktu widzenia mówienie o kimś, że jest „głupi” stanowi komunikat w wersji pochyłej, gdzie osoba wypowiadająca się ustawia się wyżej, ponad osobą, której komunikat dotyczy. Jest to dość klasyczny mechanizm pozwalający zyskać pewną przewagę w dyskusji oraz poczuć się lepiej poprzez obniżenie wartości drugiej osoby. Psychologicznie rzecz biorąc jeśli towarzyszą temu emocje możemy myśleć o tym jako o zjawisku projekcji – w obronie przed krytykiem wewnętrznym projektuję swoją głupotę na kogoś innego i zamykając w ten sposób krytykowi paszczę (”to on jest głupi a nie ja”) czuję się lepiej. 

 

Konkluzje.

Gdzie szukać w takim razie głupoty? Jak ją zdefiniować? A może jej nie ma? Może są po prostu odmienne typy umysłu kierujące się różnymi paradygmatami? Albo to, co nazywamy głupotą jest po prostu jednym z wielu możliwych mechanizmów adaptacyjnych (obronnych), które nie są poważane w społeczności ( nie reprezentują głównego nurtu). Mogą to być różne metody radzenia sobie z lękiem, zagrożeniem, tajemnicą, itp.
Rozważmy następujący przykład.
W Chinach gwałtowne powodzie w roku 813 przypisano nadmiarowi yin w pałacu. Aby temu zaradzić, cesarz odesłał do domów 300 spośród swoich konkubin.
Czy nazwalibyśmy to głupotą, nawet biorąc po uwagę, że było to dawno temu? Jeśli tak, to chyba tylko po to, by podkreślić naszą aktualną „mądrość”.

W tym sensie rzeczywiście nie ma „głupoty” poza społecznymi funkcjami podziału , wyższościowość tego sformułowania pokazuje, że może to być jeden z możliwych sposobów pozycjonowania się względem innych, zyskiwania nad nimi przewagi lub dobrego samopoczucia itp. Nie podważa to oczywiście faktu, że ludzie posiadają większą lub mniejszą wiedzę, ani też, że pewna wersja „łączenia kropek”, w danym czasie jest uznana przez główny nurt za najbardziej prawdopodobny. Oraz że wszystko to przekłada się na prawne i społeczne normy, zawodowe selekcje, relacyjne wybory, odniesienia czy oceny.
Czy to znaczy, że głupota, jako taka, nie istnieje? Że istnieje tylko bezradna istota ludzka próbująca sobie poradzić w jakikolwiek sposób z chaosem niepojmowalnego i groźnego świata? Albo też – jak pisała Maria-Luiza von Franz – rozwój w nauce (a może nie tylko – podkr. moje tt) polega na zastępowaniu prostych projekcji bardziej skomplikowanymi? W tym kontekście nawet wersja głupoty Cippolo byłaby tylko ekstremalnym przejawem takiej bezradności lub kolejnym etapem rozwoju.

Czy w takim razie wszystkie możliwe wersje koncepcji głupoty sprowadzają się do społeczno-normatywnego i autorytatywnego określenia, że jest to mniej lub bardziej myślenie lub działanie niezgodne z oczywistą realnością? Kłopot tylko w tym, że jak wszystko nam pokazuje, nie ma czegoś takiego jak jedna wersja oczywistej realności, a normatywność trudno jest rozpatrywać inaczej niż ostateczny argument szachisty, którym jest rzut wieżą w przeciwnika.

W takim razie musimy zakończyć ten tekst jedynym możliwym wnioskiem – głupotą jest twierdzenie, że istnieje „głupota”, którą traktujemy jako coś więcej niż jedną z wielu możliwych nakładek na rzeczywistość społeczną .
Albo też bardziej precyzyjnie – „głupota” została stworzona przez porządek społeczno-normatywny w ramach mechanizmu dobrego samopoczucia pod tytułem „my radzimy sobie z tym światem lepiej niż inni”, „mądrym jest ten, kto dostrzega głupotę”. „Głupotą” porządków normatywnych jest ich poczucie „obiektywizmu”, zamknięcie na inne metody radzenia sobie z bezradnością i strachem homo sapiens. A także nie dostrzeganie w „głupocie” potencjału rozwojowego. Porządki normatywne próbują dać nam pozór bezpieczeństwa i przewidywalności – psychologia zaś pokazuje nam możliwe mechanizmy ich powstawania.
W ludzkim mózgu nie ma prawdy, pisze Jack Gallant, neuronaukowiec z Berkeley. Parafrazując powiedzielibyśmy, że w ludzkiej psychice nie ma „głupoty”.

Może dlatego, co wydaje się nie najgorszym pomysłem, psychoterapeuta nie określiłby nikogo jako „głupiego”, lecz starałby się zrozumieć jego/jej motywacje i psychiczne korzyści odnoszone z „głupich” zachowań. Oraz spostrzegać to jako punkt startu do potencjalnego rozwoju.