Kamyki wrzucone do umysłu czytelnika_czki

„małe światy” to moja dziewiąta wydana książka. Jestem psychoterapeutą i trzy z nich dotyczyły dokładnie tego tematu, pozostałe to literatura. Zaczynałem od dwóch książek, które sytuowałbym na pograniczu baśni i opowiadania, potem pisałem mikropowieści złożone z kilku nowel. Osobne miejsce zajmuje książka/wywiad z Elsie Monge o jej życiu i działalności w obszarze praw człowieka w Ekwadorze i całej Ameryce Łacińskiej. „małe światy” mają z kolei formę prozy poetyckiej, a na swojego wydawcę czeka nadal sztuka teatralna oraz dzienniki podróżne. Mówię o tym wszystkim, aby pokazać wam, że jak zapewne wielu autorów_ek szukam bardzo różnych form wypowiedzi. W ostatnim okresie skłaniam się do krótkich lub bardzo krótkich form, czego efektem jest właśnie ostatnia książka. Krótka forma ma tyleż zalet, co wad. Podstawową zaletą jest brak wodolejstwa, tak powszechnego w literaturze używania słowa głównie do zapełniania papieru. Natomiast podstawową wadą są konsekwencje związane z formą, która z racji na duży poziom kondensacji stanowi ogromne wyzwanie zarówno dla autora_ki jak i czytelnika_czki. Oczywiście są różne poziomy kondensacji, istnieją krótkie formy poetyckie np. haiku, które spełniają warunek zwięzłości, ale ma ona inny charakter z racji na to, że jest zapisem chwili. Wprawdzie chwili znaczącej, która w umyśle czytelnika_czki może się rozrosnąć, „rozpakować” jak kulka herbaty, jednak nie o taką kondensację mi chodzi. Różnica polega na tym, że w „małych światach” zajmuję się dużymi tematami, takimi, które w bibliotekach mają tysiące książek z nimi związanych. Rozumiecie więc, że jeśli chcę to, co piszę, w jakiś sposób z tymi tysiącami książek zestawić, to muszę być idiotą, grafomanem albo staję przed wyzwaniem, które na pewno nigdy nie będzie w pełni satysfakcjonujące. Krótki tekst, jeżeli ma zawierać więcej niż jedną myśl, powinien być skompresowany do bólu, musi operować skrótami oraz innymi nośnikami, które te myśli pomieszczą. Stawia to przed autorem ogromne wyzwanie, szczególnie jeśli nie ma być tekstem hermetycznym. Tu mała dygresja o książce – ideale w tym względzie. Mówię tutaj o Traktacie logiczno-filozoficznym Ludwiga Wittgensteina. Jest ona pisana, jak może wiecie, krótkimi zdaniami, które rozwijają się w kolejne podpunkty i podpunkty podpunktów. Ale chciałbym powiedzieć też o czym innym. Gdy jako młody człowiek po raz pierwszy przeczytałem Traktat logiczno-filozoficzny Ludwiga Wittgensteina zatrzymało mnie to, co napisał on we wstępie:

Jeżeli praca ta ma jakąś wartość, to jest ona dwojakiego rodzaju. Po pierwsze taka, że wyrażono w niej myśli.

Wydawało mi się to niezrozumiałe, bo przecież – tak sądziłem – każdy autor w swej książce wyraża myśli. Dopiero lata później, po przeczytaniu wielu książek zrozumiałem, jak rzadko mamy do czynienia z tekstami, gdzie autor wyraża myśli, a nie tylko poglądy czy opinie.
Bo, jak ładnie to ujął Wallace Stevens, amerykański poeta i eseista:

Nie zawsze łatwo jest odkryć różnicę między myśleniem a wyglądaniem przez okno.

Dodałbym, że równie trudno jest czasem odkryć różnicę między literaturą a opowieścią.

W mojej książce używam różnych metod poradzenia sobie z problemami wynikającymi z krótkiej formy, które wydały mi się w tym pomocne i trochę o nich opowiem za chwilę, ale chciałbym zacząć od pewnej anegdoty.
Nie jest wam pewnie zupełnie obce nazwisko Carla Gaussa, zwykle kojarzy się on ludziom z „kapeluszem”, który jest wykresem rozkładu normalnego. Ale Carl Gauss był wybitnym umysłem nie tylko jako matematyk, był fizykiem, astronomem, geodetą itp. Jego sposób myślenia był tak zadziwiający dla kolegów, że gdy zapoznawali się z jego pomysłami, koncepcjami i dowodami, nie mieli pojęcia w jaki sposób mógł on do nich dojść. Kiedy jednak pytali go o to słyszeli, że architekt nie zajmuje się rusztowaniem po ukończeniu budowli.
Myślę, że w tym względzie matematycy i pisarze są do siebie podobni, ci ostatni również nie lubią mówić o „rusztowaniach” swojej twórczości. Sądzę, że dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze wszyscy pamiętamy koszmar lekcji polskiego, gdy nauczyciel_ka zadawał_a pytanie: „Co autor miał na myśli?” – więc słusznie nie chcemy wchodzić w egzegezę swojego tekstu. Czasem nie chcemy w to wchodzić, bo możemy nie mieć wiele do powiedzenia – wiele tekstów jest pisanych na tzw. „rympał”, który jest ubierany w szatę natchnienia lub poczucia niezwykłej ważności myśli lub historii, którą chcemy opowiedzieć. Są też autorzy i teksty, których źródła i ich meandryczne dopływy są tak skomplikowane i nawet częściowo nieświadome, że mówienie o nich byłoby długą, niejasną i nużącą opowieścią. Dlatego postaram się powiedzieć krótko i jedynie w zarysach o „rusztowaniach” i ich materiale użytym do „małych światów”.
Przede wszystkim chciałem podkreślić, że można pisać z bardzo wielu powodów i żaden z nich nie jest lepszy czy gorszy od innych. Można pisać dla pieniędzy, prestiżu, z nudów lub poczucia ważności swoich myśli, z potrzeby przedstawiania rzeczywistości lub pewnych idei, eksperymentowania z formą i wielu innych powodów pojedynczo lub w różnych konfiguracjach.
Jednym z głównych motywów, które kierowały mną przy pisaniu tej książki było to, co Allan Watts napisał o poezji haiku:

Dobre haiku jest niczym kamyk wrzucony do sadzawki umysłu słuchacza, przywołujący skojarzenia z głębi jego pamięci. Zaprasza on raczej słuchacza do współpracy, zamiast wprawiać go w stan bezbrzeżnego podziwu dla poetyckich wyczynów autora.

Oczywiście ten pomysł jest z gruntu karkołomny – sadzawki umysłów czytelnika_czki są bardzo różne, jedne są złożone głównie z wody, inne z różnych substancji czasem gęstych a czasem twardych, jedne są bardzo duże inne małe itp. co oznacza, że kamyk może wywołać reakcję tylko w określonym środowisku, podczas gdy w innym nie uzyska żadnego oddźwięku. Bo „uniwersalny” kamyk nie istnieje. Jeżeli więc chcemy uzyskać „efekt Wattsa” na nieco większą skalę, to musimy znaleźć metodę, która sprawi, że „kamyk” będzie działał przynajmniej w kilku środowiskach rzeczonych sadzawek.
W „małych światach” tą metodą jest takie skompresowanie tekstu, które poprzez zostawienie mniej lub bardziej wyraźnych wskazówek dla czytelnika_czki umożliwia otwarcie potencjalnej wielowarstwowości tekstu. Jest to metoda nieco podobna do niektórych książeczek dla dzieci. Mamy powiedzmy książeczkę o lesie, którą możemy spokojnie obejrzeć po prostu w jej „zwyczajnej” formule, to znaczy patrząc na daną stronę/obraz i po prostu przechodząc do następnej. Jednak na każdej stronie pozostawione są miejsca/obrazki, które jeśli zostaną przez dziecko zauważone ( jeśli zainteresują dziecko na przykład obrazek lisa albo żuka), może ono nacisnąć/otworzyć ten obrazek i dowiedzieć się czegoś więcej o tym zwierzątku, co poszerzy jego_jej rozumienie tego czym jest zarówno lis, żuk jak i las. Oczywiście możemy zostawić dowolną liczbę takich „okienek” poszerzających dany temat, a czytelnik_czka w zależności od tego, co z nim_nią „zaflirtuje” – wejdzie lub nie w dany temat. Nie będę mówił jakie zastosowałem metody budowy tych „okienek” w tekście, jest ich wiele i są dość różnorodne.
Ale chciałbym jeszcze powiedzieć o mottcie do „małych światów”. Zawsze przywiązywałem do nich dużą wagę, w jednej ze swoich książek napisałem, że motto obejmuje całość zagadnienia w bardzo krótkiej formie i bywa też schodzeniem do Doliny Przewidzeń.
Mottem do książki jest cytat z Roberto Calasso:

Nie będzie dobrym czytelnikiem Iliady ten, kogo nie interesuje katalog okrętów.

Można spokojnie przewrócić stronę przechodząc do zasadniczego tekstu książki, jednak jeśli nas to kogoś to zaciekawi, może sięgnąć do Iliady lub choćby wrzucić hasło w Google, i dowiedzieć się, że jest to fragment Pieśni drugiej, w którym Homer bardzo szczegółowo opisuje greckie oddziały uczestniczące w wojnie trojańskiej, ich dowódców, rejon pochodzenia itp. Z racji na tę szczegółowość, która jest jednym z najbardziej dokładnych opisów greckiego świata w tamtych czasach, czytelnicy zwykle omijają ten fragment. Jednak z pewnego punktu widzenia taki katalog pełni funkcję podobną do opisu postaci przed tekstem sztuki, przedstawieniem dramatis personae, opowiedzeniem z kim będziemy mieli do czynienia. Nie mając tych informacji trudniej będzie na zrozumieć cały dramat.
„małe światy” są w zamyśle, oczywiście niepełnym „katalogiem okrętów” ludzkiej psychiki, jej problemów, pytań i motywów ludzkiego postępowania.

Teraz mogę już was zaprosić do wejścia w „małe światy”.