Eleni

Muzyka zachowuje swój powolny rytm nawet gdy znacząco przyspiesza. Pozostaje minimalistyczna w swej istocie choć czasem przyjmuje barokową formę. Melancholijnie przenika radosne nuty, głęboko zamyślona w lekkich porywach dźwięku, stoi w miejscu jakkolwiek biegnie.

Bezmiar tęsknoty otwartego morza, ogrom wielkodusznych niespełnień, świadomych wyrzeczeń w pokorze wobec losu, płacz cykad refleksyjnie zanurzony w ciszy gorącego powietrza. Duma z dokonań i genealogii kultury, poczucie honoru i nienaruszalności zasad. Rozpacz i tragizm we wszelkich możliwych odmianach, ale przyjmowane z godnością przetrwania mimo wszystko.

Ale też wpisany w to odruch buntu wobec wyroku olimpijskich bogów – Ach Theo, jak mogłeś zginąć w tak bezsensowny sposób.

małe światy

Dwugłos w muzyce

W tradycji żydowskiej tym, kto wymyślił muzykę jest Juwal, potomek Kaina. U swych początków objawia się ona zatem jako ekspresja bolesnej świadomości istoty ściganej nieszczęściem, prawdziwy krzyk nieznośnego cierpienia, przylgniętego – można by rzec – do słowa.

Edmond Jabès

 

Trudno orzec, do czego w nas odwołuje się muzyka. W każdym razie pewne jest, ze dotyka rejonów tak głębokich, że nawet szaleństwo nie potrafi tam przeniknąć.

Emil Cioran

Eleni Karaindrou

Jej fenomen zachwyca mnie od wielu lat, kiedy w pod koniec lat siedemdziesiątych dostałem w prezencie od znajomej kasetę z jej koncertu w Atenach, gdzie wystąpił z nią mój ulubiony Jan Garbarek. Myślę, że nie bez przyczyny na tak długo związała się artystycznie z Theo Angelopoulosem pisząc muzykę do wielu jego najlepszych filmów. Jego filmy przez wielu widzów są uważane za nudne, że niewiele się w nich dzieje, że cały czas to samo itp. Podobne zarzuty można by postawić Karaindrou, jej muzyka jest cały czas elegijna, tragiczna, melancholijna, powolna, persewerująca. A jednak uważny słuchacz, podobnie jak uważny widz Angelopoulosa, odkryje niezmierzony lecz zniuansowany artystyczny kosmos w ich twórczości, jej muzyka medytacyjnie otula zabierając w coraz to inne obszary tęsknoty i zadumy. Pokazuje jak bogata może być sfera pozornie bliskich sobie dźwięków i wrażeń. Pisze nie tylko muzykę do filmów Angelopoulosa, również innych reżyserów_ek filmowych i teatralnych, w tym do wspaniałych spektakli Eurypidesa Medei oraz Trojanek. Swego rodzaju wyjątkiem jest płyta David – dźwiękowa ilustracja do osiemnastowiecznego dramatu, gdzie Karaindrou porusza się świecie opery barokowej. Koncertuje na całym świecie z najlepszymi muzykami.

Jest jedyną osobą, którą chciałbym poprosić o napisanie ilustracji muzycznej do Płaczu cykady.

Leonard Cohen

Jeden z krytyków muzycznych napisał kiedyś, że do każdej płyty Cohena powinni dokładać brzytwę, ale dla nastolatka, który wychował się na jego muzyce, roztrząsającego egzystencjalne problemy świata i relacji, była to zapewne największa pochwała. I znowu to samo co z Karaindrou, Cohen jest monotematyczny do bólu, ale wielość odcieni, paleta barw, którymi dysponuje jest niewiarygodnie wielka. Przypomina się bohater filmu Dym, który każdego dnia o tej samej porze robił dokładnie takie samo zdjęcie ulicy przed swoim sklepem.

Wciągałem go wielokrotnie do swoich książek – świadomie i nieświadomie, pozornie najbardziej wyraźnie widać go w Płaczu cykadyMnemosyne/Lesmosyne, jednak pozory mylą, a i tam jest go znacznie więcej niż może się wydawać.

Mam w domu kilka książek o nim, ale żadnej jak dotąd nie przeczytałem, podobnie jak nigdy nie interesowałem się jego życiem, chyba chciałbym go zachować takim, jakim był w swoich piosenkach.

Jazz

Stefano Battaglia, Ketil Bjornstadt, Anouar Brahem, Mattias Eick, Jan Garbarek, Iro Haarla, Keith Jarrett, Charles Lloyd, Stephan Micus, Dino Saluzzi, Marcin Wasilewski Trio, Colin Valon Trio.

Patrzę na nazwiska muzyków, których umieściłem w tej sekcji i dostrzegam w nich nie tylko wspaniałych artystów, ale też różnorodne instrumenty. Gdy bardziej się nad tym zastanawiam, dostrzegam kolejne okresy odkrywania i fascynacji nie tylko dźwiękami ale też narzędziami do ich wydawania. Oczywiście podstawowa klasyka jazzu: fortepian, kontrabas, perkusja, zaraz potem saksofon i trąbka, ale szybko pojawia oud, harfa, bandoneon, a wreszcie instrumenty z całego świata z ich egzotycznymi nazwami wprowadzone przez Micusa. A na koniec jego gra na kamieniach w katedrze.

Muzyka poważna

Gustav Mahler, Astor Piazzola, Jean Sibelius

Mahler nieuchronnie związał mi się z Thomasem Mannem i Luchino Viscontim poprzez Śmierć w Wenecji, ale myślę, że łączy ich też pewien monumentalizm, który robi wrażenie, bo jest autentyczny i w dobrym stylu.

W kompozycjach Sibeliusa czuję na twarzy świeży powiew zimnego powietrza, może z powodu fińskiego folkloru, z którego czerpał inspiracje.

A Piazzola? Piazzola jest motylem.
Albo raczej ważką.