Sny
Na moich poduszkach mam wyhaftowane kolorową nitką wielobarwne historie, tworzę je każdego dnia, a wieczorami przekładam na mniej lub bardziej udane czy wierne obrazy, które odwzorowują się nocą. Czasem dla zabawy „doszywam” jakiś element na poduszce i obserwuję, jak historia i sen się zmieniają. Albo tworzę kolaże śpiąc na kilku równocześnie.
Przy różnych okazjach rozdaję haftowane poduszki znajomym, ale nie pytam, choć mam ochotę sprawdzić, co im się na nich śni. Od jakiegoś czasu również skupuję, kolekcjonuję stare poduszki innych ludzi, czuję się jak złodziej snów, choć wiele z nich, szczególnie te niezrozumiałe, sprzed wielu lat, bardzo mnie wciągają. Mam wrażenie, że rozmywam granicę swojej tożsamości, czasem gładząc swoje ciało czuję pod palcami satynę pokrytą wypukłością wzorów.
Zmieniam je każdej nocy, wielokrotnie prane przestają być rozróżnialne. W związku z tym te ulubione muszą być używane bardzo oszczędnie.
małe światy
Theo Angelopoulos
Droga do niego prowadziła przez muzykę Eleni Karaindrou, potem gdzieś napotkałem wypowiedź, w której stwierdzał, że ona i Tonino Guerra są równoprawnymi twórcami_czyniami jego filmów. Poczułem w tym jakąś prawdziwość przeciwstawną indywidualistycznemu narcyzmowi, a nie często spotykaną w tego typu sformułowaniach kokieterię. Dzisiaj myślę, że to niezwykłe, że trzy tak wybitne osobowości mogły się spotkać i współpracować.
A potem obejrzałem Płaczącą łąkę i chodziłem wstrząśnięty przez kilka dni, rzeczywiście doświadczyłem nie tylko tego, o czym pisał, ale przede wszystkim współczesnego wydania starożytnych greckich tragików. Jego sposób budowania obrazów poraża tak ogromnym wachlarzem emocji, że czasem trudno je wytrzymać.
Nie jest szczególnie dziwne, że filmy tak wybitne są trudne do odnalezienia, ale trud jest nagrodzony stokrotnie.
Ma swoich ulubionych aktorów, których bezbłędnie dobiera, Wieczność i jeden dzień z genialną rolą Bruno Ganza, niesamowita epopeja Spojrzenie Odysseusza – Harvey Keitel, Dust of Time (druga część niedokończonej trylogii) z Willemem Dafoe.
Wiele osób nie lubi jego filmów, są zbyt wolne – Pejzaż we mgle, a-fabularne – Zatrzymany krok bociana, a te powstałe po 1980 roku poruszają trudne uchodźcze tematy.
Nie zdołał dokończyć swojej Trylogii, trzecia część miała się nazywać The Other Sea.
Zginął w 2012 roku potrącony przez motocykl.
Louis Malle Skaza
Zapomniany i niegdysiejszy film (1992) Louisa Malle Skaza z niesamowitą obsadą aktorską (J.Binoche, J.Irons i wiele_u innych) porusza szereg psychologicznie fundamentalnych wątków. Tutaj poruszę tylko jeden z nich.
L. Malle, jeden z przedstawicieli francuskiej Nowej Fali, przekonująco pokazuje jak pozorna i myląca może być obserwacja i ocena ludzkiego zachowania.
Może nam się wydawać, że dana osoba jest w interakcji, nawet bardzo bliskiej, z nami czy jakkolwiek pojmowanym światem zewnętrznym, podczas gdy w istocie pozostaje ona wyłącznie w relacji z wydarzeniami świata wewnętrznego i osobami z przeszłości. Pewne matryce z przeszłości zamykają nas w swojej bańce nie pozwalając na „wymknięcie się” spod ich kontroli.
W tym kontekście pytanie o wolną wolę człowieka nabiera innego wymiaru, a kwestia na ile „nasze” zachowania są nasze, staje się dość problematyczna.
A finalnie powstaje niepokojące pytanie czy istnieje w ogóle coś takiego jak „nasze” zachowanie.
Dwa filmy o miłości i śmierci
Miłość Micheal Haneke i Hanami. Kwiat wiśni Doris Dӧrrie
Doris Dӧrrie jest reżyserką niezwykle poruszającego filmu Hanami. Kwiat wiśni z 2008 roku.
Japońskie święto hanami jest chyba jedną z piękniejszych afirmacji życia wynikającą z celebracji przemijalności kwitnących kwiatów wiśni. Niemożność zatrzymania upływu czasu, co nieuchronnie prowadzi do unicestwienia piękna i przypomina o końcu naszego istnienia, mogłaby wzbudzać głęboką rozpacz i niechęć do podejmowania jakichkolwiek działań.
A jednak nie – refleksja o daremności przeciwstawiania się przemijaniu, choć – jak piszę w małych światach: „w lepkim bezruchu depresji, której korzenie zawsze tkwią w nieznośnej hybris, przemienia się w bezradność, a czasem w beznadziejność, jednak ubrana w wiosenne kwiaty hanami wzbudza najpiękniejsze z uczuć – nostalgiczną radość.”
Haneke z kolei mierzy nas z tematem miłości i eutanazji. Pisanie o tym filmie byłby dużym nietaktem, można go tylko przeżywać i podziwiać
Kiedyś bardzo lubiłem wiersz Lechonia, który kończył się zwrotką:
Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia –
I jedno tylko wiemy i nic się nie zmienia
Śmierć chroni od miłości a miłość od śmierci.
ale po obejrzeniu tych dwóch filmów widzę w nim jedynie konceptualne epatowanie sentymentalnym narcyzmem.
Kwiat Wiśni i Czerwona Fasola Naomi Kawase vs. Perfect Days Wim Wenders.
A w tle Zła Nie Ma Ryûsuke Hamaguchi.
Bardzo sobie cenię twórczość Wima Wendersa, ale tak się złożyło, że niedługo po zobaczeniu Perfect days przypadkowo obejrzałem Kwiat wiśni i czerwoną fasolę, uświadomiło mi to jak ryzykowne może być kręcenie filmu osadzonego w kulturze, w której nie żyje się wystarczająco długo.
Przypomina to trochę pisanie w języku, który nie jest twoim rodzinnym językiem – zawsze będzie chropowate i trąciło nienaturalnością. Nie ma w tym nic złego, Pefect days nie jest złym filmem, ale jest obrazem konceptualnym, nie wyrasta z prawdziwej gleby jak Kwiat wiśni i czerwona fasola. Współczesna lingwistyka mówi, że uczenie się obcego języka opiera się przede wszystkim o naukę konstrukcji, a nie gramatyki czy słownictwa. To samo jest z kulturą, problem polega na tym, że konstrukcji charakterystycznych dla danego języka jest bardzo dużo.
Wenders oczywiście bardzo dobrze zna koncept postaci swojego bohatera i świetnie rozumie wszystkie mechanizmy samotności, życia relacyjnego, ambicji czy jej odpuszczania, ale nie jest w stanie osadzić tego toposu w konstrukcjach kultury japońskiej tak dobrze jak robi to Naomi Kawase, bo ich po prostu nie „wyoddychał” wystarczająco długo.
Michelangelo Antonioni, Luchino Visconti
Niegdysiejsza klasyka, głębokie rozumienie ludzkiej psychiki, ważne tematy. Często gdy ponownie oglądam filmy lub czytam książki, które fascynowały mnie w młodym wieku, bywam rozczarowany. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak przeżyte doświadczenia zmieniają perspektywę. Jednak w wypadku tych twórców nic takiego się nie zdarza, z nieustającą fascynacją oglądam Powiększenie czy Zawód: Reporter, ale również wcześniejszą „trylogię alienacji” – Przygodę, Noc i Zaćmienie.
Podobnie jak Śmierć w Wenecji, Ludwiga czy Portret rodzinny we wnętrzu.
Kontakt z ich filmami nie tylko mierzy z najważniejszymi pytaniami, zatrzymuje i każe z namysłem oglądać każdy kadr, który jest prawdziwym obrazem, ale też wolna narracja pozwala oderwać się od nadmiaru bodźców i przestymulowania współczesnego świata.