Wgląd
Wielkie „wow!” i pozorna rozkosz rozrywania zasłon ignorancji, Kolumbowe doświadczenie obarczone nieuchronna pomyłką.
Terapeutyczny „sukces”, tęsknota i bałamutny miraż rozwoju psychiki.
Nie jest, choć bardzo byśmy chcieli, zrozumieniem istoty świata, wyznacza jedynie miejsce, z którego widzimy daną rzecz/kwestię z innej niż dotąd perspektywy. Mądrość natomiast odnosi się do znajomości bardzo wielu takich miejsc i zdolność do równoczesnego ich używania. Oświecenie, które jest jedną z form poznawczego fundamentalizmu, to uznanie któregoś z tych miejsc za jedynie słuszne.
Pierwsze doznanie prześwitu w amfiladzie luster.
Nie jest w stanie wykroczyć poza narracyjne struktury umysłu.
Sekret literatury
Narracje natchnienia, talentu, boskiego dotyku i tajemnicy uwodzą jedynie początkujących, szczególnie w epoce postmodernizmu, ale literatura jako akt społecznej wymiany sprowadza kwiat do nawozu.
Krytycy potrafią zadziwiać wskazując na połączenia w treści lub formie utworu, które ukazują pewne przekazy lub związki, z którymi autor zgodziłby się ex post, lecz które nie były jego świadomą intencją ex ante. Pokazuje to jak wiele treści literackich powstaje na bazie nieświadomych działań autora, jednak różnica między dobrą literaturą a jej wydmuszką polega na tym, że autor dobrej literatury ma wszystko bardzo dokładnie przemyślane i wielokrotnie doświadczone – jest tak dobrze przygotowany i wie, co chce powiedzieć, że nie musi już tego mieć w świadomości, dzięki temu treść powstaje w bezpośrednim przełożeniu nieświadomości na słowa i historie, narracje i fabuły, natomiast autor wydmuszki nie mając kwestii dokładnie przemyślanych tworzy treść w sposób przypadkowy oparty na tzw. „pomysłach”.
Kłopot w tym, że zazwyczaj „pomysły” są prostsze, bardziej efektowne i mniej wymagające niż dogłębne przemyślenia i dobre przygotowanie, które zyskuje jedynie rangę rzemiosła.
małe światy
O znakomitych i powszechnie uznanych autorach literackich, których podziwiam nie chcę pisać, po pierwsze dlatego, że chyba wszystko już zostało napisane, a po drugie – mam wrażenie, że nieustannie prowadzę z nimi dialog w moich książkach.
Może tylko spróbuję wymienić kilku z nich:
Ajschylos, Jorge Luis Borges, Hermann Broch, Italo Calvino, Emil Cioran, Elias Canetti, Albert Camus, Julio Cortazar, Umberto Eco, Eurypides, Max Frisch, Ursula Le Guin, Gabriel Garcia Marquez, Vladimir Nabokov, Robert Musil, Ludwig Wittgenstein, Kawabata Yasunari.
David Markson Kochanka Wittgensteina
Oscar Wild’e proponował podzielić „wspólną bibliotekę” na trzy kategorie: książki, które trzeba przeczytać, do których trzeba wracać i których należy unikać. Kochanka Wittgensteina należy do drugiej kategorii.
Jedna z bardzo niewielu książek współczesnych, która zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie.
Wydawać by się mogło, że skonstruowanie książki wyłącznie jako dialogu wewnętrznego nie jest już w stanie wciągnąć czytelnika_czki, a jednak Markson robi to w sposób bardzo szczególny. Tekst jest pisany krótkimi zdaniami lub równoważnikami zdań – wyraźne nawiązanie do sposobu pisania Wittgensteina, a ponieważ bohaterka jest jedyną ocalałą na świecie osobą, interpersonalna próżnia, w której się znalazła sprawia, że wewnętrzny dialog staje się bardziej rekonstrukcją przeszłego świata poprzez język, niż debatą pomiędzy różnymi postaciami jej psychicznych struktur.
Jednak słowa są jedynie lustrem, a w wypadku Kate odbijają się jedynie w jej pamięci, co sprawia, że stają się niemożliwe do zweryfikowania, musi więc ona nieustannie wątpić w to, co próbuje zrekonstruować. W sumie można by nazwać tę książkę Traktatem o teorii poznania.
A do tego wszystkiego tekst, poprzez niezwykłą erudycję autora połączoną z ogromnym poczuciem humoru i bezwzględnym utrzymywaniem struktury, staje się bardzo dynamiczny, a ciągłe perseweracje, powracające melodyjki, podkreślają najważniejsze treści przekazu.
Książka była odrzucona przez pięćdziesiąt cztery wydawnictwa, zanim znalazło się to jedno, które ją opublikowało.
Trzy fragmenty z tej książki.
Jedną z rzeczy, którą ludzie zazwyczaj podziwiali u van Gogha, nie zawsze do końca świadomie, jest to, że a jego obrazach pewną dozę trwogi ma w sobie nawet krzesło. Albo para butów.
Pewnego razu, tej samej zimy, podpisałam lustro.
W jednej z damskich toalet, szminką.
Podpisywałam, rzecz jasna, mój własny obraz.
Lecz gdyby spojrzał w nie ktoś inny, mój podpis widniałby pod obrazem kogoś innego.
Prawdę mówiąc, pojęcia nie mam skąd to wiem, choć najpewniej z jeszcze innego przypisu. Wiem mianowicie, że Martin Heidegger był kiedyś w posiadaniu pary butów, które, tak się składa, należały wcześniej do Vincenta van Gogha, i wkładał je na spacery po lesie.
Haiku
Mała forma urzeka, ogranicza autorskie, tak irytujące, wodolejstwo. Ale też wielu autorów_ek rozczarowuje próbując swoich sił w tej formie, bo wcale nie jest łatwa. Sądzę, że dotyczy to takiego „spakowania” tematu, by eksplodował przy „rozpakowywaniu” w umyśle czytelnika_czki.
Cenię kilku japońskich mistrzów i Jorgosa Seferisa. Oto trzy przykłady, użyłem tych haiku przy budowaniu fabuły Płaczu cykady.
Nie płacz cykado!
Miłości bez rozłąki
I dla gwiazd nie ma.
Issa
Gdy piszesz
atrament znika
rośnie morze
Naga kobieta
rozpękły granat
był pełen gwiazd.
Jorgos Seferis
Oczywiście tłumaczenie haiku to osobny temat, pisałem już o tym w kontekście tłumaczenia słowa „cykada” w haiku Issy. Warto też wspomnieć o haigu, formie łączącej słowo i obraz.
Jako miłośnik krótkiej formy nie mogłem oprzeć się, by jej spróbować. Jedno haiku jest z Dziennika ekwadorskiego, drugie z Mnemosyne/Lesmosyne.
Choroba
czas mierzony ubywaniem
tabletek z blistrów.
Słyszę dzwony
klasztoru w Gion Shōja
bijące tonem ōshiki
K. Makuszyński, M. Walentynowicz Przygody Koziołka Matołka
Bardzo lubię „utwory drogi”, ale najlepszym jaki znam są Przygody Koziołka Matołka. Josef Campbell niech się schowa ze swoją drogą bohatera, Coelho ze swoim dość mizernym Alchemikiem i wszyscy inni!
Znam Przygody Koziołka prawie na pamięć jako że była to ulubiona lektura moich synów, gdy byli mali stale musiałem im to czytać. Zrobiłbym z tych książeczek lekturę obowiązkową nie tylko dla podróżników, ale i początkujących terapeutów. Jak może wiecie Koziołek zdecydował się na podróż Pacanowa, by uzyskać dla koziej społeczności ważną informację. Kłopot był w tym, że nikt nie wiedział, gdzie leży Pacanów – Matołek wędruje po całym świecie, przeżywa niezliczone przygody, wszelkiego typu emocje, zwątpienia i uniesienia związane ze swoim zadaniem, podejmuje też pozornie „mądre” lub „bezsensowne” działania prowadzące lub odwodzące go od celu swojej drogi, przy czym „mądre” niekoniecznie go do niego zbliżają, a bezsensowne oddalają.
Weźmy na przykład taki fragment:
Rzekł jej kozioł: „Może babcia od tutejszych wie baranów,
Jak stąd idzie się do miasta, które zowie się Pacanów?”
Babcia z domu Fik-Fikalska, z męża Pani Capkozina,
Bieży szybko do barana, swego kuma i kuzyna.
Baran Wyłupiasteoko, nieprzyjemna dość figura,
Odrzekł: „Co i tam Pacanów! Ja wiem gdzie Barania Góra”.
Gdy usłyszał tę rozmowę góral, co miał lat ze dwieście,
Opowiedział im, że słyszał kiedyś, dawno o tym mieście.
Jedna mu mówiła baba, co czerwoną ma spódnicę,
Że pochodzi z Pacanowa, baba zaś jest w Ameryce.
Trzeba będzie tam pojechać, znaleźć babę, a gdy ona
Powie gdzie jest ów Pacanów, wtedy będzie rzecz skończona.
„Dobra nasza!” – rzekł Koziołek, ucieszony i radosny.
Do Ameryki pojadę, tylko się doczekam wiosny.
Mógłbym pisać o tym bez końca – i do każdego ważnego aspektu ludzkiej psychiki znalazłbym odpowiedni fragment dużo ciekawszy i bardziej przystępnie opisany niż czynią to podręczniki psychologii czy w utwory literackie.
A. A. Milne Kubuś Puchatek
Wychowałem się na Kubusiu Puchatku, ale postacią, która była dla mnie zdecydowanie bliższa i ciekawsza był oczywiście Kłapouchy. Zachwycały mnie jego interakcje w rodzaju:
– Dzień dobry Kłapouchy! – powiedział Puchatek. – To jest Tygrys.
– Co jest Tygrys? – spytał Kłapouchy.
(…)
– On właśnie przyszedł – objaśnił Prosiaczek.
– Aha – powiedział znów Kłapouchy.
Milczał przez dłuższy czas i wreszcie zapytał:
– A kiedy on sobie pójdzie?
Potem w wieku dorosłym nie zawiódł mnie też Mały Ponurnik Kłapouchego, gdzie znalazłem szereg jego znakomitych domniemanych powiedzeń w rodzaju:
– Pamiętaj: co komu do tego, skoro i tak mniejsza o to?
– Kiedy spytają cię, jak się masz, odpowiedz po prostu, że wcale.
– Jeżeli nie pamiętasz już czasów, kiedyś jakoś sięmiał, spójrz za siebie. Może zapodział ci się ogon.
– Jeżeli sądzisz, że wytarzany w błocie wyglądasz jak mała ciemna chmurka, mylisz się. Wyglądasz jak ty, tylko brudniejszy.
Dziennik tajwański